Ostatnio żyjemy w strachu. Jedni boją się choroby mniej, inni bardziej. Czasem ci, którzy boją się mniej, także chorują. I wtedy ci, którzy boją się bardziej, zwykli mówić im: „gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała…”.
Ale nie znają chyba wierszyka Juliana Tuwima, który od tego znanego porzekadła się zaczyna.
A brzmi on tak:
„Żeby kózka nie skakała,
Toby nóżki nie złamała.
Prawda!
Ale gdyby nie skakała,
Toby smutne życie miała.
Prawda?”
Coraz częściej te strofki przychodzą mi do głowy. Zwłaszcza, kiedy patrzę na filmy z rozpędzania przez policję tanecznych imprez i pikników w parku.
Wierszyk Tuwima przywodzi mi natychmiast na myśl bliską mojemu sercu parę miłośników i hodowców kóz, Magdę i Krzysztofa. To właśnie ich kózki pozowały do zdjęć, które możecie zobaczyć w tym wpisie.
Kozy udomowiono już jakieś 10 tysięcy lat temu. W starożytności ich mleko było bardzo cenione. Stosowano je do zabiegów kosmetycznych oraz jako środek leczniczy. Historycy spierają się, czy Kleopatra używała w swoich rytuałach piękności koziego, czy oślego mleka. Zawsze, kiedy mam okazję zobaczyć Magdę i jej śliczną cerę, nabieram pewności, że było to jednak kozie mleko.
Mleko kozie zawiera więcej wapnia, fosforu i magnezu niż mleko krowie i ludzkie. Jest ważne w profilaktyce chorób krążenia, nowotworów, alergii. Polecane jest dla niemowląt, osób starszych, rekonwalescentów.
Twaróg z mleka koziego powinien znaleźć się w menu osób cierpiących na wrzody i zaburzenia żołądkowo – jelitowe.
Od łacińskiego słowa capra (koza) wywodzi się nazwa kwasu kaprylowego, który występuje w kozim mleku. Zapobiega on owrzodzeniom jelit, kandydozie i otyłości. Jest także doskonałym kosmetykiem.
Podagrykom polecam jogurt z mleka koziego. Badania wykazały, że obniża on poziom kwasu moczowego.
Największego z greckich bogów, Zeusa, wykarmiła koza Amaltea.
Pijcie kozie mleko i jogurty.
Poczujecie się BOSKO !
źródła:
Zenebe, T., Ahmed, N., Kabeta, T., & Kebede, G. (2014). Review on medicinal and nutritional values of goat milk. Academic Journal of Nutrition, 3(3), 30-39.
Lemarie, F., Beauchamp, E., Drouin, G., Legrand, P., & Rioux, V. (2018). Dietary caprylic acid and ghrelin O-acyltransferase activity to modulate octanoylated ghrelin functions: What is new in this nutritional field?. Prostaglandins, Leukotrienes and Essential Fatty Acids, 135, 121-127.
Sujono, S., Bekti, Y., Hikmawan, H., & Yuananda, Y. (2016). Effect of Goat Milk Yogurt towards Reducing Uric Acid, Cholesterol, and Blood Glucose Level. International Journal of Applied Environmental Sciences (IJAES), 11(5), 1189-1197.


Kuracja ciasteczkami ze złotem trwa 3 dni.
Bardzo lubię miód. Miód bławatkowy jest jednym z moich ulubionych. To znakomity lek na stany zapalne nerek.

Nie wiem, kto wymyślił przysłowie, które zacytowałam w tytule tego wpisu.
Na Polesiu wierzono niegdyś, że jarzębina to kobieta zaklęta w drzewo. Jesienią wygląda rzeczywiście jak pewna znana mi osóbka rozmiłowana w czerwonych koralach, naszyjnikach i bransoletach.
Aby owoce jarzębiny straciły nieco goryczy, zbiera się je po przymrozkach, ale ja zrobiłam to w tym roku nie czekając na mróz. Wystarczy zamrozić je na co najmniej 24 godziny, aby uzyskać ten sam efekt.
W płaskim, głęboki rondlu rozgrzewamy miód (na 70dkg jarzębiny potrzeba ok. 30dkg miodu) i smażymy powoli na wolnym ogniu potrząsając od czasu do czasu rondlem. Po pół godzinie smażenia odstawiamy. Następnego dnia smażymy kolejne pół godziny i odstawiamy. Trzeciego dnia dodajemy sok z połówki cytryny i smażymy jeszcze pół godziny. Wkładamy do wyparzonych słoiczków i odwracamy je do góry dnem do ostygnięcia.
Lubię ją jako dodatek do sera camembert z grilla, oscypków z grilla i w ogóle do sera.
Ostatnie pół kilograma owoców włożyłam do piekarnika (150 stopni C) na 30 minut. Teraz w gąsiorku zalane 1/2 litra spirytusu będą stały przez pół roku.
Pewnej mroźnej jesieni wybrałam się do Solca Zdroju (mojego ulubionego uzdrowiska, o którym pisałam
Nie byłam pewna, czy w Solcu uda mi się ją kupić. Postanowiłam więc zabrać zapas ze sobą. Kuracja to 2 litry wody dziennie, więc na 10 dni musiałam zabrać 40 półlitrowych butelek. Pojechałam do Solca z bagażnikiem pełnym butelek Józefa, kupionych przez Internet i zapakowanych w kartony, w których przywiózł mi je kurier.
Człapałam po schodach jak bardzo schorowana osoba.
Jednak już moja 10-dniowa kuracja okazała się też bardzo skuteczna. W połączeniu z kąpielami w siarkowej wodzie, codziennym pływaniem w basenie, długimi spacerami i wybieraniem w restauracji bezmięsnych dań spowodowała, że poczułam się jak młody bóg i biegałam po schodach pensjonatu niczym kozica, pełna energii i bardzo zadowolona.
Hiszpańskie Olé!, zachęcające tancerzy flamenco do tańca albo torreadora do walki z bykiem, jest pamiątką po panowaniu Maurów nad Półwyspem Iberyjskim i pochodzi podobno od zawołania Allah!, wykrzykiwanego podczas religijnego tańca.
Oleje to dobre źródło kwasów omega-3, omega-6 i omega-9. Występują one w różnych olejach w różnych proporcjach.
Kawa. Bardzo dużo już napisano na jej temat.
Przybysze z Maroka w moim domu nie zostali przyjęci gościnne. Zupełnie ich zignorowałam i zapomniani stali sobie w kąciku bez nadziei, że ktoś się nimi wreszcie zajmie.
Mąka nie cieszy się ostatnio dobrą prasą. Zwłaszcza pszenna. Nie będę się tu rozpisywać o wyższości mąki żytniej nad pszenną, gryczanej nad żytnią, a jaglanej nad gryczaną. Nie będę się także rozwodzić nad skutkami spożywania glutenu czy też jego unikania. Na ten temat napisano tysiące artykułów i książek. Próba przedarcia się przez nie i ustalenia, jak to jest naprawdę, to droga przez mękę. Ilu autorów, tyle różnych opinii. Każdy może więc wybrać coś dla siebie.
Kiedy w Sylwestra wszyscy dzierżą w dłoniach kieliszki, aż się prosi, żeby, wzorem właściciela restauracji Gaumarjos, pełnej domowego ciepła, aromatów i smaków Gruzji, mojego ulubionego „polskiego Gruzina”, Davida Gamtsemlidze, gawędziarza, znawcy i propagatora przednich gruzińskich win, wznieść stosowny toast. Wielce mi się spodobał ten zwyczaj, o którym właśnie od Davida się dowiedziałam, i bardzo chciałabym go przenieść na polski grunt. Gruziński toast nie jest zwykłym „wypijmy za zdrowie”. To prawdziwa sztuka. Taki toast może być powiastką, przypowieścią, gawędą lub anegdotą.