Akwizgran – relaks po cesarsku

Niemieckie Aachen jest miastem tak starym, że ma swoje nazwy w wielu językach. Po polsku nazywa się Akwizgran, po francusku Aix-la-Chapelle, a po niderlandzku Aken.

Akwizgran przywitał mnie słońcem i całym mnóstwem brzozowych gałęzi ozdobionych krepiną.

Pierwszego maja miejscowi chłopcy stawiają bowiem pod oknem wybranki taką dekorację, wyrażając tym swoje uczucia.

Przemierzyłam pół miasta w poszukiwaniu restauracji, która nie byłaby włoską trattorią lub kebabem. Lubię włoskie jedzenie, ale nie po to jechałam ponad tysiąc kilometrów na koniec Niemiec, żeby jeść spaghetti. Lubię jeść „lokalnie”.

Na szczęście po otwarciu kolejnych drzwi restauracji poczułam zapach kiszonej kapusty. Od razu wiedziałam, że tu będzie i wurst, i sauerkraut, czyli kiełbasa i kiszona kapusta. Do tego weissbier (czyli białe, pszeniczne piwo).

 

Jeśli ma się dnę moczanową, a lubi się piwo, to takie właśnie powinno się wybierać.

Przysporzy nam ono bowiem o połowę mniej kwasu moczowego niż zwykłe.

Początek maja to czas „spargel woche”, czyli „szparagowego tygodnia”. Można więc spróbować lokalnych specjałów ze szparagów.

A szparagi mają tam nie byle jakich rozmiarów.

Kto czytał przepis na karbowane wstążki ze szparagami i kaparami (tutaj), ten wie, że są one ostatnio zalecane podagrykom (ale tym, którzy nie mają kamieni nerkowych).

Mięso i piwo to nie jest najlepszy zestaw dla chorych na dnę moczanową, ale na szczęście w każdym warzywniaku mogłam kupić physalis, czyli miechunkę. Jak pisałam w „Miechunka – zdrowie w kielichu” (tutaj) jest ona inhibitorem XO i usuwa kwas moczowy. Więc hulaj dusza…

Po obiedzie i miechunkowym deserze spokojnie można zacząć wreszcie zwiedzać miasto.

Oczywiście kluczowym punktem zwiedzania Akwizgranu jest katedra.

Można zobaczyć w niej złoty relikwiarz z Wielkimi Relikwiami Akwizgrańskimi i ogromny kandelabr podarowany przez cesarza Barbarossę.

Nawiasem mówiąc ten sam Barbarossa zaprosił kiedyś na oficjalne spotkanie Hildegardę z Bingen, której śladami podążałam po opuszczeniu Akwizgranu. (O Hildegardzie można poczytać tutaj).

Atrakcją Akwizgranu jest też XIV-wieczny ratusz, zbudowany na ruinach pałacu Karola Wielkiego. Na placu przed ratuszem można wypić dobrą eiscafe, czyli mrożoną kawę z furą bitej śmietany i lodami waniliowymi.

Kto jest bardziej powściągliwy, może zjeść słonego, tradycyjnego precla, siedząc na schodach na tyłach ratusza.

Nie byłabym sobą, gdybym w tym mieście nie odwiedziła Term Karola, które zasilane są wodą siarkową o właściwościach znanych już w czasach Pepina Małego (zwanego też Krótkim), ojca Karola Wielkiego.

Od wieków leczyło się tu podagrę.

Siedząc w ciepłym, siarkowym basenie i wystawiając twarz na wiosenne słońce, myślałam o tym, jak miło byłoby móc korzystać z tutejszych wód tak często, jak by się chciało.

Tak, jak niegdyś lubił to robić cesarz Karol Wielki.

To by było klawe życie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *