2 średniej wielkości selery umyć szczoteczką i ugotować pod przykryciem przez 40 minut dodając odrobinę soli. Po wystudzeniu pokroić w plastry.
Wywar można zużyć na zupę albo wypić. Posiadacze kamieni w woreczku żółciowym muszą popijać bardzo małymi porcjami.
Zrobić sos z 3 łyżek ciepłej wody, 3 łyżek oliwy z oliwek, 1 łyżeczki musztardy (można próbować z różnymi rodzajami musztardy, bo zmienia to nieco smak potrawy), 1/4 łyżeczki pieprzu i soli. Sosem zalać selery i wstawić do lodówki.
Pół zielonej i pół czerwonej papryki oraz cebulę pokroić. Posiekać natkę pietruszki, koperek i szczypiorek. Zieleniny powinna być co najmniej jedna, duża , czubata łyżka.
4 żółtka i 300 g śmietany wymieszać z pokrojonymi warzywami i zieleniną i posolić. Dodać do mieszaniny ubitą pianę z 4 białek. Jeśli ktoś lubi, można dodać kilka pokrojonych zielonych oliwek.
Seler odsączyć lekko z sosu, włożyć do naczynia do zapiekania i zalać przygotowaną masą. Zapiekać 10 minut w temperaturze 200 stopni.
Podawać świeżo po upieczeniu.
Dobrym dodatkiem będzie lekkie białe albo różowe wino.
Jeśli zdziwi kogoś wino w przepisie dla podagryka niech poczyta Sylwestrowe toasty.

Seler u Brzechwy wypowiadał się wprawdzie nie „w temacie podargy” jednak wiele wspólnego z dną moczanową ma.
Za czasów cesarza Tyberiusza bulwy selera kwaszono a liście przygotowywano jak szpinak a także dodawano do ryb gotowanych. Więc jeszcze sporo kulinarnych eksperymentów z selerem w roli głównej przede mną.
Podobno Finowie skonstruowali pierwsze drewniane sauny już ponad 2000 lat temu. I do dziś są one bardzo ważną częścią ich codziennego życia.
Na Suwalszczyźnie można zażyć takiej przyjemności w wielu agroturystykach. Najlepiej, kiedy jest bardzo mroźna zima. Fajnie jest potem wskoczyć do lodowatego przerębla.
I pomyśleć, że w tamtych czasach wstęp do term był bezpłatny.
Pobyt w saunie ze smarowaniem ciała pięknie pachnącym miodem to prawdziwe misterium. Można kupić sobie specjalny miód lawendowy do sauny lub użyć zwykłego miodu.
Fora internetowe i wpisy różnych grup aż roją się od zdjęć zmian na języku, dłoniach, wnętrzu ucha, nosa. Każda zmiana powoduje paniczną potrzebę uzyskania natychmiastowej odpowiedzi na pytania: Co z tym zrobić? Co na to polecacie? Co zrobić, żeby jak najszybciej zniknęło? Może woda utleniona ? Może witamina C? Może srebro koloidalne? Może jakieś zioło jest, które zadziała natychmiast?
To ziółko zawsze kojarzy mi się z filmem „Krtek a medicína”. W tym właśnie odcinku mądra Sowa kazała Krecikowi szukać dla chorej myszki rośliny o nazwie Matricaria chamomilla. Szukał jej po całym świecie, tymczasem rumianek rósł sobie spokojnie przy jego kopczyku.
Na Kreciku wychowało się tyle dzieci, że chyba prawie wszyscy nie tylko wiedzą , co to jest rumianek, ale na dodatek znają jego łacińską nazwę. Zupełnie jak wszyscy w Imperium Rzymskim, w którym był on bardzo cenioną rośliną leczniczą.
W XVI wieku Tabernaemontanus zalecał podagrykom wcieranie olejku z rumianku w bolące stawy, a także picie wina, w którym przez noc moczyły się koszyczki rumianku. Nic dziwnego. W koszyczkach rumianku występują chamazulen, apigenina, kwercetyna, luteolina oraz ich 7-glukozydy, którym przypisuje się działanie przeciwzapalne. Patent z winem , w którym przez noc moczył się rumianek, wykorzystałam kiedyś na spływie kajakowym, kiedy moje stawy ucierpiały po długim wiosłowaniu.
Przeglądając różne fora i strony internetowe na temat naturalnych metod leczenia zauważyłam, że jako panaceum na wszelkie dolegliwości (czy będzie to boląca głowa, czy boląca noga, czy bolące plecy, czy bolące zęby, czy katar, czy kaszel, czy grzybica, czy swędzenie, czy łupież czy powoli rosnące paznokcie i włosy, czy wreszcie suchość w ustach lub impotencja ) przewijają się na zmianę te same zalecenia. A mianowicie:
Weź duży ząbek czosnku i delikatnie zmiażdż go ostrzem noża. Dzięki tej niewielkiej operacji łatwiej będzie go obrać. Potem zmiażdż go mocno ostrzem noża i posiekaj drobniutko.
Mąka nie cieszy się ostatnio dobrą prasą. Zwłaszcza pszenna. Nie będę się tu rozpisywać o wyższości mąki żytniej nad pszenną, gryczanej nad żytnią, a jaglanej nad gryczaną. Nie będę się także rozwodzić nad skutkami spożywania glutenu czy też jego unikania. Na ten temat napisano tysiące artykułów i książek. Próba przedarcia się przez nie i ustalenia, jak to jest naprawdę, to droga przez mękę. Ilu autorów, tyle różnych opinii. Każdy może więc wybrać coś dla siebie.
