Olej CeBeDe – leczy, czy nie?

Dużo się pisze ostatnio o oleju CBD i o „medycznej marihuanie”.

Panuje w tej kwestii spory informacyjny zamęt, a na różnych internetowych forach olej CBD poleca się jako lek na wszystko, budząc w ten sposób wątpliwości co do jego skuteczności.

No bo jakim cudem coś może być lekiem „na wszystko”?

Pierwsze nieporozumienie w całej tej historii to mylenie oleju konopnego i oleju konopnego CBD. Oba są wytwarzane z konopi siewnych (Cannabis sativa).

Olej konopny to olej spożywczy, tłoczony Z NASION konopi siewnych. Bardzo bogaty w kwasy omega-3 (pisałam o nim tutaj) i można go używać do woli.

Natomiast olej CBD to ekstrakt wytwarzany Z KWIATÓW konopi siewnych i jego już do woli używać nie można. Stosuje się go w kroplach.

Jest on bardzo bogaty w kannabidiol (CBD), związek chemiczny z grupy kannabinoidów, całkowicie legalny w Polsce i nie mający właściwości psychoaktywnych.

Można spotkać też olej CBG – zawierający jeszcze inny kannabinoid – kannabigerol, również nie posiadający działania psychoaktywnego.

Kannabinoidy zawarte w olejach CBD i CBG wpływają na układ endokannabinoidowy, a tym samym na odzyskanie przez organizm homeostazy i umiejętności „samoregulacji”.

Olej CBD jest polecany w przypadku bardzo różnych dolegliwości (np. padaczka, choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane) .

Wiele badań wskazuje, że użycie CBD i CBG może też wspomagać leczenie chorób nowotworowych i stymulować układ immunologiczny.

W terapii nowotworów stosuje się także „medyczną marihuanę”, zawierającą jeszcze inny, psychoaktywny kannabinoid – tetrahydrokannabinol (THC) (ten, za który grożą u nas różne sankcje).

Od niedawna „medyczna marihuana” z dużą zawartością THC jest w Polsce legalna, ale tylko do celów leczniczych, a jej zakup obarczony jest wielką biurokracją.

Za to olej CBD i CBG można kupić bez problemu, pod warunkiem wszak, że ma się sporo pieniędzy, bo do tanich nie należy.

Ale trzeba pamiętać, że olej CBD to NIE JEST LEK.

Nie wpływa na konkretną chorobę i nie leczy jej, a skutki jego używania są odczuwalne dla jednych ludzi już przy jednej kropli, a dla innych dopiero przy 20.

Ja mam do oleju CBD ambiwalentny stosunek.

Z jednej strony znam sporo badań i przykładów na to, że wspomaga leczenie padaczki i innych ciężkich i trudno poddających się leczeniu chorób.

Z drugiej zaś strony mam mieszane uczucia co do „kombinowania” przy swoim układzie endokannabinoidowym bez absolutnej konieczności.

W 2006 roku wprowadzono lek na otyłość zawierający rimonabant, substancję wpływającą na układ endokannabinoidowy. Działał bardzo dobrze, ale w 2018 roku wycofano go ze sprzedaży z powodu bardzo wielu poważnych skutków ubocznych.

Oczywiście czasem choroba jest tak paskudna, że medycyna nie daje rady i zawodzą także różne naturalne metody stosowane od wieków. Wtedy używanie CBD (pomimo tych możliwych poważnych skutków ubocznych ) może być i tak jedyną drogą ratunku.

Na szczęście przy walce z podagrą jest tyle innych naturalnych i skutecznych sposobów, że ja terapię olejem CBD sobie odpuszczę.

Układ endokannabinoidowy można stymulować nie tylko dostarczając mu kannabinoidy z roślin. W naturalny sposób wytwarzają się one także podczas solidnego wysiłku fizycznego.

Ciekawe, ile sobie ich wytworzyłam podczas morderczego podjazdu tunelami na przełom Dunaju? (pisałam o tej wyprawie tutaj).

Mam plan, by je sobie wytwarzać nadal pokonując na rowerze kolejne odcinki Eurovelo 6 albo wspinając się na jakieś górki.

Zimowe sporty nie są moimi ulubionymi (wiedzą to Ci, którzy czytali „Czapka i czapetka na stoku” – tutaj) dlatego prawie czuję, jak mój układ endokannabinoidowy wierci się i nie może się już doczekać wiosny.

źródła:

Scott, Katherine A., Angus G. Dalgleish, and Wai M. Liu. „Anticancer effects of phytocannabinoids used with chemotherapy in leukaemia cells can be improved by altering the sequence of their administration.” International journal of oncology 51.1 (2017): 369-377.

Zuardi, Antonio Waldo, et al. „Cannabidiol for the treatment of psychosis in Parkinson’s disease.” Journal of Psychopharmacology 23.8 (2009): 979-983.

Dietrich, Arne, and William F. McDaniel. „Endocannabinoids and exercise.” British journal of sports medicine 38.5 (2004): 536-541.

Poplotkujmy o centurii

O centurii piszą, że jej nazwa wywodzi się od nieśmiertelnego króla centaurów, Chirona, który ponoć wyleczył nią rany zadane mu przez Heraklesa.

Tyle, że zgodnie z mitologią, Chiron nie wyleczył się wcale z rany zatrutą strzałą, zadanej mu przez Heraklesa podczas zakończonej bijatyką popijawy z centaurami.

Ponoć rana ta dokuczała Chironowi na tyle, że zdecydował się oddać swoją nieśmiertelność Prometeuszowi.

Wygląda więc na to, że z centurią i Chironem to plotka.

Ale jak w każdej plotce, tak i w tej jest ziarno prawdy.

Centuria ma bowiem bardzo wiele leczniczych właściwości.

W Macedonii i Algierii tradycyjnie leczy się nią skutecznie cukrzycę.

Ksiądz Kluk w swoim „Dykcyonarzu roślinnym” wspominał centurię jako lek na podagrę.

Ziołolecznik i ojciec wodolecznictwa, Sebastian Kneipp, w książce „Mój testament dla zdrowych i chorych” polecał podagrykom popijanie od rana do wieczora po małym łyku napar ze skrzypu (pisałam o nim tutaj), centurii i korzeni bzu czarnego.

Leonard de Verdmon Jacques, pochodzący z Łęczycy krajoznawca i badacz z przełomu XIX i XX wieku, w swoim kompendium ziołowym „Kuracja roślinna” opisuje centurię jako lek na brak apetytu, astmę, biegunkę, malarię, świnkę, pryszcze i żółtaczkę.

Naukowcy potwierdzają, że centuria pobudza wydzielanie soku żołądkowego, żółci i soku trzustkowego. Wspomaga trawienie i wchłanianie składników pokarmowych. Ma działanie przeciwcukrzycowe, przeciwmalaryczne i przeciwgorączkowe. Wyciągi z centurii są inhibitorami oksydazy ksantynowej (o niej tutaj).

Trzeba jednak z nią uważać, bo napary z centurii w większych dawkach drażnią żołądek. Zalecana dawka to 1 łyżka na szklankę wrzątku do popijania małymi łykami cały dzień.

Centuria jest rośliną rzadko u nas spotykaną i objętą częściową ochroną. Ale można ją uprawiać, więc nie ma kłopotu, żeby znaleźć suszone ziele w sklepie zielarskim.

Niektóre źródła wywodzą nazwę centurii od łacińskiego słowa CENTUM czyli STO.

Tymczasem po polsku centurię nazywa się tysiącznikiem.

Widać zawsze tłumacze mieli kłopoty z liczebnikami.

Teraz także notorycznie w różnego typu wiadomościach w telewizji angielski billion jest tłumaczony na polski jako bilion, tymczasem oznacza on miliard. A angielski trillion, oznaczający po polsku bilion, tłumaczony jest na polski jako trylion .

I z tego też biorą się różne plotki.

źródła:

Stefkov, Gjoshe, et al. „Chemical characterization of Centaurium erythrea L. and its effects on carbohydrate and lipid metabolism in experimental diabetes.” Journal of ethnopharmacology 152.1 (2014): 71-77

Hamza, Nawel, et al. „Prevention of type 2 diabetes induced by high fat diet in the C57BL/6J mouse by two medicinal plants used in traditional treatment of diabetes in the east of Algeria.” Journal of ethnopharmacology 128.2 (2010): 513-518

Valentao, P., et al. „Antioxidant activity of Centaurium erythraea infusion evidenced by its superoxide radical scavenging and xanthine oxidase inhibitory activity.” Journal of Agricultural and Food Chemistry 49.7 (2001): 3476-3479

Nie być jak Don Kichot

Ciekawa jestem, kto podróżując na południe od Madrytu po regionie La Mancha, zajadając queso Manchego, czyli owczy ser Manchego, w towarzystwie dulce de membrillo, czyli twardej marmolady z pigwy, myśli o tym, że stosuje kurację leczniczą?

Myślę, że nie znajdziecie takich zbyt wielu.

Tymczasem bardzo prosta do zrobienia marmolada w owoców pigwy to wspaniałe i lecznicze pożywienie dla każdego.

Mnie oczywiście najbardziej interesuje, że święta Hildegarda z Bingen, której ścieżkami spacerowałam wiosną (o czym możecie poczytać tutaj) zalecała suszoną lub ugotowaną pigwę podagrykom.

I miała rację. Świętą rację.

Bo pigwa jest niezwykła.

Przegląd choćby kilku z wielu artykułów naukowych dotyczących ekstraktów z pigwy pokazuje, że są one skuteczne przy chorobach układu moczowego, mają działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, zapobiegają degradacji stawów i zmniejszają stężenie kreatyniny i mocznika we krwi.

Pigwę często myli się z pigwowcem japońskim. Należą wprawdzie do tej samej rodziny, ale pigwowiec japoński to inny gatunek.

Ale on też ma wiele zalet. Działa przeciwzapalne, antyoksydacyjne i może chronić między innymi przed rakiem piersi i okrężnicy.

Wielce cieszy mnie, że można wykorzystać nie tylko zioła, ale coś tak smacznego jak marmolada z pigwy i pigwówka do walki z dną moczanową i chorobą nerek.

I co więcej, walka ta nie jest wcale beznadziejną walką z wiatrakami.

Wiedzą to ci z Was, którzy towarzyszyli mi (także wirtualnie) w rowerowej wycieczce przez przełom Dunaju (o której pisałam tutaj) i wdrapywaniu się na Babią Górę i Pilsko.

źródła:

Mirmohammadlu, Mansur, et al. „Hypolipidemic, hepatoprotective and renoprotective effects of Cydonia oblonga Mill. Fruit in streptozotocin-induced diabetic rats.” Iranian journal of pharmaceutical research: IJPR 14.4 (2015): 1207.

Al-Snafi, Ali Esmail. „The medical importance of Cydonia oblonga-A review.” IOSR Journal of Pharmacy 6.6 (2016): 87-99

Silva, Branca M., et al. „Quince (Cydonia oblonga Miller) fruit (pulp, peel, and seed) and jam: antioxidant activity.” Journal of Agricultural and Food Chemistry 52.15 (2004): 4705-4712

Ashraf, Muhammad U., et al. „Cydonia oblonga M., a medicinal plant rich in phytonutrients for pharmaceuticals.” Frontiers in pharmacology 7 (2016): 163.

Gorlach, Sylwia, et al. „Procyanidins from Japanese quince (Chaenomeles japonica) fruit induce apoptosis in human colon cancer Caco-2 cells in a degree of polymerization-dependent manner.” Nutrition and cancer 63.8 (2011): 1348-1360.

Lewandowska, Urszula, et al. „Flavanols from Japanese quince (Chaenomeles japonica) fruit inhibit human prostate and breast cancer cell line invasiveness and cause favorable changes in Bax/Bcl-2 mRNA ratio.” Nutrition and cancer 65.2 (2013): 273-285.

Co mnie łączy z Tutanchamonem

Słynny staroegipski papirus pochodzący z 1550 roku p.n.e. profesor Ebers kupił w 1873 roku od pewnego Araba, nieświadomego zapewne wielkiej wartości tego przedmiotu.

Tymczasem ów zwój okazał się podręcznikiem medycyny, chirurgii, farmacji i fitoterapii.

Wśród wielu leczniczych roślin, które zostały wymienione na papirusie, zwanym obecnie „papirusem Ebersa”, tłumacze znaleźli kolendrę siewną.

Jej nasiona były w starożytnym Egipcie towarem eksportowym.

I nie ma się co temu dziwić, bo wielce są dla człowieka pożyteczne.

Używa się ich do konserwowania i przyprawiania mięsa, dodaje do likierów, ciast i sosów.

Wspierają pracę wątroby i dróg żółciowych oraz wzmagają wydzielane soku żołądkowego. Zawarty w nasionach olejek działa uspokajająco, co tłumaczy XVI-wieczne użycie miodowanych nasion kolendry do usypiania dzieci.

Bez świeżej kolendry nie może się natomiast obejść kuchnia gruzińska, meksykańska, portugalska i wiele kuchni azjatyckich.

Dla mnie szczególnie interesującą informacją jest, że sproszkowane suszone liście kolendry w dawce 5g na dzień znacząco zmniejszyły dolegliwości spowodowane stanem zapalnym stawów.

Bardzo ciekawą cechą nasion kolendry jest też ich zdolność do usuwania z organizmu metali ciężkich, szczególnie kadmu, który nie tylko jest obwiniany o obniżanie poziomu selenu w organizmie, ale na dodatek lubi gromadzić się w naszej trzustce.

Stosując napar z nasion kolendry (1 łyżeczka rozgniecionych nasion na szklankę wrzątku naparzana pod przykryciem przez 30 minut – pić dwa razy dziennie po pół szklanki) przez dłuższy czas, trzeba pamiętać, że zubaża on organizm w witaminę B1, trzeba więc ją uzupełniać.

Badacze odkryli w grobowcu Tutanchamona nasiona kolendry, co oznacza, że musiały mu one towarzyszyć na co dzień. W mojej kuchennej szafce na przyprawy też można je odkryć, bo mam je zawsze pod ręką.

I to mnie z Tutanchamonem łączy.

A badacze mumii Tutanchamona stwierdzili, że miał on 163 cm wzrostu i szczupłą sylwetkę.

To mnie z nim nie łączy, niestety.

 

źródła:

Bhat, S., et al. „Coriander (Coriandrum sativum L.): Processing, nutritional and functional aspects.” African Journal of Plant Science 8.1 (2014): 25-33.

Rajeshwari, C. U., S. Siri, and B. Andallu. „Antioxidant and antiarthritic potential of coriander (Coriandrum sativum L.) leaves.” e-SPEN Journal 7.6 (2012): e223-e228.

Despina-Maria, Bordean, et al. „Detoxification methods in case of cadmium sulphate intoxication.” (2006): 206-211.

Sahib, Najla Gooda, et al. „Coriander (Coriandrum sativum L.): A potential source of high‐value components for functional foods and nutraceuticals‐A review.” Phytotherapy Research 27.10 (2013): 1439-1456.

Poczuć się jak królowa

Niemieccy XVI-wieczni lekarze i ziołolecznicy – Tabernaemontanus, Lonicerus i Bock sporo napisali o ziołowym leczeniu podagry.

Lubię się na nich powoływać, wymądrzając się na temat skazy moczanowej, zwłaszcza od kiedy dane mi było przeglądać w Bazylei oryginały ich ksiąg.

Zalecali oni na podagrę picie wina, w którym gotowały się jagody jałowca i kąpiele przeciwbólowe z dodatkiem gałęzi jałowca.

Olejek jałowcowy ma działanie przeciwzapalne. Nic zatem dziwnego, że kąpano niegdyś podagryków w gałęziach jałowca, żeby złagodzić bóle stawów i mięśni spowodowane stanami zapalnymi.

Można kupić olejek eteryczny jałowcowy i dodawać go do kąpieli.

Olejku nie wlewamy bezpośrednio do wanny z ciepłą wodą. Ja zwykle mieszam kilkanaście kropli z miodem i wlewam mieszaninę do wody. Nie eksperymentuję z wewnętrznym stosowaniem tego olejku. Ma bardzo silne działanie moczopędne i może doprowadzić do podrażnienia nerek i krwawienia. Jak podaje Farmakognozja Kohlmünzera, ma on też działanie hipoglikemiczne (obniża poziom cukru ponad normę), więc przedawkowanie może się skończyć utratą przytomności, a nawet jeszcze gorzej.

Przeglądając artykuły znalazłam badania

Havlik, Jaroslav, et al. „Xanthine oxidase inhibitory properties of Czech medicinal plants.” Journal of Ethnopharmacology 2010;132(2):461-465.

pokazujące, że etanolowy wyciąg z owoców jałowca jest inhibitorem XO.

Dla naukowców to „etanolowe wyciągi z szyszkojagód jałowca”, a dla mnie to po prostu wino gotowane z owocami jałowca lub poczciwe nalewki jałowcowe (kilka sprawdzonych przepisów na nie podaję tutaj).

A skoro hamuje rozbuchaną XO nalewka jałowcowa, to działać tak będzie też gin, będący destylatem z zacieru z dodatkiem owoców jałowca. No i Spišska Borovička, narodowy trunek Słowaków.

Nie dziwię się, że gin jest podobno ulubionym trunkiem Królowej Wielkiej Brytanii, Elżbiety II. Pija go raz dziennie w środku dnia przed posiłkiem. Ja niestety w ciągu dnia nie mogę, bo zwykle muszę prowadzić samochód. Ale od czasu do czasu, kiedy mam wolne, mogę się poczuć jak Jej Królewska Mość.

Ach, gdyby tak jeszcze mieć kamerdynera…

I to takiego z klasą. Jak Stevens, w którego wcielił się nominowany do Oscara Anthony Hopkins.

Pietruszka -na scenę!

Pietruszka pochodzi z tej samej rodziny, co seler (o nim tutaj) i podagrycznik (o nim więcej tutaj).

Nie wyobrażam sobie bez niej rosołu ani żadnego wywaru.

Natka pietruszki to mój ulubiony dodatek do każdego prawie dania. Uwielbiam jej smak, a na dodatek jest bogatym źródłem witaminy C.

Bardzo lubię koktajl z natki, kiwi i cytryny. Dość często robię też makaron z pietruszką i tuńczykiem. Przepis na tę prostą potrawę dostałam kiedyś od znajomego z Sardynii (przepis znajdziecie tutaj) i na stałe zagościł w moim domu.

Do celów leczniczych używa się korzenia i owoców pietruszki. Zwiększają przesączanie w kłębkach nerkowych i zwiększają wydalanie moczu. Zmniejszają także napięcie mięśni gładkich dróg moczowych. Mogą być stosowane w stanach zapalnych nerek i w kamicy moczowej.

Wyciągi z owoców pietruszki działają silniej, niż te z korzenia. Nie powinny ich używać kobiety w ciąży i karmiące oraz małe dzieci. I w ogóle takie wyciągi stosujemy krótko – najwyżej dwa tygodnie.

W

Haidari, Fatemeh, et al. „Effects of parsley (Petroselinum crispum) and its flavonol constituents, kaempferol and quercetin, on serum uric acid levels, biomarkers of oxidative stress and liver xanthine oxidoreductase aactivity inoxonate-induced hyperuricemic rats.” Iranian journal of pharmaceutical research: IJPR 10.4 (2011): 811.

przeczytałam, że badania na zwierzętach pokazały, że pietruszka obniża poziom kwasu moczowego.

Ponadto pietruszka (podobnie jak seler) zawiera  apigeninę, która hamuje XO.

Napar przygotowuje się przez zalanie łyżki rozdrobnionego suchego korzenia pietruszki 1,5 szklanki wrzącej wody. Naparza się to nad parą pod przykryciem 15 minut. Potem odstawia się jeszcze na 10 minut. Napar pije się 2-3 razy dziennie po 1/4 – 1/3 szklanki między posiłkami. Trzeba też wtedy przyjmować jedną tabletkę witaminy B1.

Podobnie przygotowuje się napar z 1/2 łyżki owoców pietruszki na szklankę wody. Ale jego zażywa się tylko 1-2 łyżki między posiłkami. Przy tej kuracji należy także przyjmować witaminę B1 dwa razy dziennie.

Zalecenia te pochodzą z książki „Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie” autorstwa Aleksandra Ożarowskiego i Wacława Jaroniewskiego.

Korzeń i owoce pietruszki zawierają substancję psychoaktywną o nazwie mirystycyna, która może wywoływać euforię i halucynacje.

Już rozumiem, dlaczego tak na mnie działa dobry rosół. Gotowany, jak przystało, z pietruszką.

W korzeniach mirystycyny jest niewiele (ok. 0,3%), za to w nasionach pietruszki jest jej znacznie więcej (do 5%).

Dlatego jeśli już ich używamy, radzę  naprawdę nie przesadzać i trzymać z dala od dzieci.

Podobno w Rosji uprawy pietruszki są nadzorowane i wpisana jest ona na listę roślin zawierających substancje narkotyczne.

żródło: https://goo.gl/images/Gezga3

Igor Strawiński komponując swój balet „Pietruszka” nadał głównemu bohaterowi, klaunowi, takie właśnie imię.

Kto wie, co nim kierowało. Może znał działanie nasion pietruszki?

W końcu zwykle klaun na scenie wygląda trochę jak naćpany.

Chociaż smutny klaun Pietruszka jakoś mi nie wygląda na kogoś na haju.

 

Być jak szaman Odżibwejów

Nawłoć pospolita (Solidago virgaurea L.)

Nawłoć pospolita (Solidago virgaurea L.) wypierana jest u nas przez nawłoć kanadyjską (Solidago canadensis L.). Ta druga dokonała prawdziwej inwazji na Europę z Ameryki Północnej. Zadomowiła się na dobre i tak się zaczęła panoszyć, że aż wpadła na czarną listę gatunków inwazyjnych.

Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis L.)

Na szczęście obie rośliny mają podobne właściwości i zastosowania lecznicze. Napary i odwary z nawłoci odtruwają, usuwają zbędne produkty przemiany materii i obniżają poziom kwasu moczowego. Stosuje się je też w kamicy moczowej.

Jeden z przepisów na napar z nawłoci ze stokrotką podałam tutaj.

Jak można przeczytać w

Hossen, Muhammad Jahangir, et al. „KAEMPFEROL: REVIEW ON NATURAL SOURCES AND BIOAVAILABILITY.”BIOSYNTHESIS, FOOD SOURCES AND THERAPEUTIC USES: 101

nawłoć jest źródłem kemferolu, który jest jednym z silnych inhibitorów oksydazy ksantynowej (XO).

Pszczoły lubią nawłoć. Miód nawłociowy to idealny miód dla mnie. Wspomaga pracę nerek, pomaga wydalać szkodliwe produkty przemiany materii i dobrze działa na stawy. Jest też polecany przy kamicy moczowej.

Miód ten zawiera dużo rutyny, która przydaje się do przyswajania witaminy C (było o tym tutaj),  a także kwercetynę, która jest inhibitorem XO.

Starzec jakubek (Senecio jacobaea L.)

Jeśli ktoś nie zna dobrze nawłoci, a chciałby ją zbierać, powinien uważać, żeby nie pomylić jej z którymś z licznych gatunków starca. Starce zawierają bowiem wyjątkowo duże ilości silnie działających alkaloidów pirolizydynowych.

Kiedy się patrzy na zdjęcie, wydaje się, że trudno się pomylić. Jednak widziałam na pewnym forum, że ktoś umieścił zdjęcie kwiatów starca z opisem, że to nawłoć.

Szamani plemienia Odżibwejów używali ziela i korzeni nawłoci kanadyjskiej do sporządzania wyciągów wzmacniających.

Zrobię sobie dwutygodniową szamańską kurację naparem z nawłoci kanadyjskiej. Chciałam na tę okoliczność wybrać sobie jakieś indiańskie imię np. Rącza Łania. Ale potem pomyślałam, że jednak lepiej pasować będzie jakieś inne.

Niestety pewne indiańskie imię, którym nazwał mnie niedawno współuczestnik ruchu drogowego, zapewne jego zdaniem bardziej adekwatne do mojego wieku i „rączości”, nie przypadło mi do gustu. Więc poszłam w inny kierunku i wybrałam imię Jedząca Stokrotki.

Przy „nawłociowych” obrzędach posłucham Niemena. Bo to właśnie o nawłoci (zwanej „polską mimozą”) śpiewał pięknie w utworze skomponowanym do wiersza „Wspomnienie” Juliana Tuwima.

Ktoś dołączy do mnie? Jeśli tak, to ciekawam bardzo, jakie indiańskie imię sobie wybierzecie?

 

Niepozorny, a zadziorny

Bidens ferulifolia (Jacq.) Sweet

W ziołolecznictwie, podobnie jak w innych dziedzinach życia, moda się zmienia. Czasem jakaś roślina staje się prawdziwą gwiazdą i uznaje się ją za remedium na wszelkie dolegliwości. Inna znowu zostaje zapomniana i mało kto się nią interesuje.

Jedną z odmian takiej zapomnianej trochę rośliny, zwaną „złotym deszczem”, uprawiałam przez lata w donicach dla ozdoby.

Mowa tu o uczepie rózgowatym (Bidens ferulifolia (Jacq.) ), który jest krewnym rosnącego dziko uczepu trójlistkowego (Bidens tripartita L.).

Bidens tripartita L.

Uczep trójlistkowy (albo inaczej trójdzielny), krewniak mojego „złotego deszczu” z donicy, jest bardzo popularny w Rosji. Tradycyjnie używa się go tam  w leczeniu dny moczanowej. U nas stosowany był niegdyś do usuwania kamieni nerkowych.

W

Pozharitskaya, O. N., et al. „Anti-inflammatory activity of a HPLC-fingerprinted aqueous infusion of aerial part of Bidens tripartita L.” Phytomedicine 2010;17.6:463-468

poczytać można, że w badaniach in vivo wykazano silne działanie przeciwzapalne ekstraktów z uczepu.

W publikacji

Shikov, Alexander N., et al. „Medicinal plants of the Russian Pharmacopoeia; their history and applications.” Journal of ethnopharmacology 154.3 (2014): 481-536O

przeczytałam o tym, że tym niepozornym, acz wielce mocarnym ziółkiem, wyleczono ponad 10 tysięcy ludzi w czasie epidemii czerwonki w jednej z chińskich prowincji.

Ziele uczepu trójlistkowego można kupić w sklepach zielarskich i popijać napar. Można też zebrać kwitnące ziele samemu, wysuszyć w przewiewnym miejscu w niezbyt wysokiej temperaturze i rozdrabniać tuż przed przygotowaniem.

Według rosyjskich zaleceń napar przygotowuje się z dwóch łyżeczek suszu zalanych szklanką wrzątku i odstawionych na 15 minut. Zażywa się  jedną łyżkę naparu 3-4 razy dziennie przez dwa tygodnie.

Można uczepu trójlistkowego używać także do kąpieli przeciwzapalnej, dodając do niej  10g ziela i  100g soli morskiej.

Wyciągi z uczepu (maceraty wodne i olejowe) zapobiegają starzeniu się skóry. Znalazłam naukowe informacje o tym, że działa tak nie tylko uczep trójlistkowy, ale także  uczep rózgowaty, czyli ten z balkonowej skrzynki.

Tym chętniej będę go teraz sadzić wiosną, by od czasu do czasu zaaplikować sobie z niego maseczkę przeciw zbyt wyraźnym oznakom, że maturę zdałam już dawno.

Zawsze bardzo podobała mi się w balkonowym uczepie to, że jego uschnięte, małe kwiatki znikały jakoś niepostrzeżenie i zawsze wyglądał tak, jakby jego kwiaty nigdy nie przekwitały. Mimo swojej delikatności to twardziel, odporny na upał, wiatr i deszcz. Potrafi dać sobie radę nawet  z przymrozkami.

Niepozorny uczep jest niesłychanie sprytny. Ma nasiona zaopatrzone w kolce (tak zwane zadziory), które przyczepiają się do sierści zwierząt i do ubrań. Dzięki temu jego potomstwo może z łatwością emigrować bardzo daleko od miejsca urodzenia.

Bez paszportów, wiz i pieniędzy.

 

 

Panaceum w spadku po dziadku

Lubię fotografować gaje oliwne w Toskanii. Ich srebrno-szary kolor ładnie współgra z ciemną zielenią cyprysów i jasną zielenią winnic.

Odkryte w różnych częściach świata ślady wskazują, że oliwki uprawiane są już od blisko 6000 lat. W Biblii wymienia się oliwkę ponad 130 razy, co pokazuje, jak wielkie miała znaczenie w czasach biblijnych.

W tradycyjnej medycynie śródziemnomorskiej wyciągi z liści oliwki są używane w leczeniu dny moczanowej. I nic dziwnego.

W pracy

Flemmig, J., et al. „Olea europaea leaf (Ph. Eur.) extract as well as several of its isolated phenolics inhibit the gout-related enzyme xanthine oxidase.” Phytomedicine 18.7 (2011): 561-566

można przeczytać, że etanolowe wyciągi z liści oliwki europejskiej są inhibitorami XO.

Ekstrakty z liści oliwki zwiększają ruchomość stawów i likwidują ich ból.

Suszone liście oliwki są do kupienia w sklepach zielarskich.

Dobrze jest popijać sobie dwa razy dziennie napar z łyżki rozdrobnionych świeżych lub suszonych liści oliwki na szklankę wrzątku. Kurację taką robimy przez dwa, trzy tygodnie.

Można też przygotować nalewkę winną z dwóch garści świeżych liści zalanych butelką ciepłego czerwonego wina i odstawionych na tydzień. Kieliszek takiej nalewki zażywa się  raz dziennie przez dwa tygodnie.

Oliwkę europejską możemy uprawiać w domu w doniczce. Szkoda, że u nas nie da się ich uprawiać w ogrodzie. Choć, jeśli brać pod uwagę tegoroczne upały, to kto wie, jak będzie w przyszłości.

Drzewo oliwne przydałoby się każdemu. Liście oliwki działają przeciwwirusowo, przeciwgrzybiczo, antypasożytniczo, ochronnie na mięsień sercowy i przeciwnowotworowo. Obniżają także ciśnienie krwi przy nadciśnieniu. To prawdziwe panaceum na wiele dolegliwości.

Drzewa oliwne dożywają 1000 lat. Wyobraźcie sobie, co mogą pamiętać niektóre drzewa oliwne rosnące w różnych miejscach świata.

Ciekawe, co będą pamiętać nasze, uprawiane w domu drzewka oliwne, kiedy już odziedziczą je po nas  pra-pra-pra-wnuki…

 

 

Gorzko, gorzko!

Ruta budziła zawsze trochę mieszane uczucia.

Z jednej strony ruciany wianek, palony po nocy poślubnej, był symbolem czystości i dziewictwa. Z drugiej zaś używana była przez zielarki jako środek poronny.

Żydzi płacili nią podatek świątyni, a z drugiej strony używana była do zabobonnych praktyk odpędzania złych czarów.

Wiele osób źle reaguje na rutę. Na przykład alergicy, blondynki i rude.

Kobiety w ciąży muszą się od niej w ogóle trzymać z daleka.

Zawartość furanokumaryn powoduje też, że zwiększa ona wrażliwość na światło słoneczne. Przy jej ścinaniu warto używać rękawiczek.

Ruta jest ziołem często wymienianym przez św. Hildegardę z Bingen.

Po mojej krótkiej wizycie w jej klasztorze w Ebingen (o czym było tutaj) nabrałam do Hildegardy wielkiego zaufania.

Dlatego postanowiłam zastosować jej radę i jeść 1-2 świeże liście ruty po posiłku. Ma to ustrzec mnie przed zgagą i melancholią.

Nie jestem alergikiem, blondynką ani rudą. Więc mogę rutę bez obaw jeść.

I choć jest na prawdę  gorzka, polubiłam ją.

Innym patentem Hildegardy jest okład z ruty i pietruszki na atak artretyzmu albo rwy kulszowej.

20g świeżej naci pietruszki, 80g ruty, 50ml oliwy podgrzewa się 5 minut. Po ochłodzeniu do temperatury ciała przykłada się to jako kompres na bolące miejsce na godzinę. Kompres można  powtórzyć.

Zrobię sobie też „wielką kurację nerek” według Hildegardy. Potrzebna jest do tego maść z rutą. W jej składzie występuje tłuszcz z niedźwiedzia (lub jelenia), nie mam więc raczej szansy zrobić jej sama. Wykosztuję się więc na któryś z gotowych produktów. Jeśli jednak ktoś ma znajomego myśliwego, może ją zrobić. Potrzeba do tego 20g liści ruty, 20g liści piołunu, 50g tłuszczu niedźwiedziego (albo z jelenia) i 5 kropli olejku różanego.

Dobrą porą na tę kurację będzie jesień. Maścią smaruje się bowiem 2-3 razy w tygodniu okolice nerek i wygrzewa się je przy otwartym kominku opalanym wiązem. Dlaczego wiązem, nie wiem. Ale, jak już mówiłam, po prostu wierzę Hildegardzie.

Posadzę też rutę w moim „miejskim” ogródku. Nie tylko po to, aby jej używać.

Odstraszy koty, które uwielbiają wygniatać moją kocimiętkę.

Ale wianka nie będę sobie z niej plotła.

I tak nikt się już nie nabierze.