Moi Drodzy,
już ponad 500 osób polubiło mojego bloga. W podziękowaniu za tak liczne wyrazy sympatii przygotowałam dla Was niespodziankę w postaci maleńkiego konkursu.
Aby wziąć w nim udział należy odpowiedzieć na pytanie umieszczając odpowiedź pod tym postem na blogu lub pod postem konkursowym na fb.
Postanowiłam zapytać Was o nietypowy naturalny sposób na dowolnie wybraną, powszechnie występującą dolegliwość. Taki sposób jak mleko z miodem i czosnkiem na przeziębienie czy kapustę na bolące kolano znają wszyscy.
Ale na pewno niektórzy z Was mają swój własny, całkowicie oryginalny i skuteczny patent na katar, kaca, jęczmień, siniaka, wielkiego pryszcza, odcisk na stopie itp. Opiszcie więc krótko taką metodę. Może macie dla niej jakąś specjalną nazwę? Napiszcie.
Wśród odpowiedzi zostanie wybrana najciekawsza i najoryginalniejsza, a jej autor otrzyma ode mnie drobny upominek.
Niestety nie będzie to Fiat 500, choć bardzo bym chciała.
Ale mój sponsor, czyli ja, nie dysponuje zbyt dużym budżetem.
Liczę jednak, że ręcznie robione mydełko dyniowe, litrowy słoik pyłku pszczelego z zaprzyjaźnionej pasieki i „portrecik” jasnoty białej na ręcznie czerpanym papierze z zabytkowej papierni w Czechach sprawi zwycięzcy też trochę przyjemności.
Wzięcie udziału w konkursie nie wymaga udostępniania posta, ale będzie mi bardzo miło, jeżeli udostępnicie znajomym informację o zabawie i polubicie stronę na fb.
Jak przeczytałam na stronach tych, którzy się na tym znają, każdy, nawet najmniejszy konkursik, musi mieć regulamin. Poniżej więc go przedstawiam.
Nie chcę być posądzona o prowadzenie losowania, gry hazardowej itp. i iść za kratki.
Nie mogłabym podziwiać ukochanych roślin z bliska.
Zatem poniżej:
Regulamin konkursu:
1. W konkursie mogą wziąć udział osoby pełnoletnie.
2. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie konkursowe pod konkursowym postem na fb lub na blogu pod konkursowym wpisem.
3. Konkurs trwa od 27. 04.2018 do 07.05.2018
4. Najciekawszą odpowiedź wyłoni komisja konkursowa złożona ze mnie, mojego męża, córki i jej narzeczonego.
5. Wynik konkursu zostanie ogłoszony na blogu 09.05.2018
6. Zwycięzca, aby otrzymać nagrodę, musi przesłać mi do dnia 15.05.2018 adres, na jaki ma zostać ona wysłana. Informacja ta powinna zostać wysłana na adres: kontakt@klinikapodagryka.pl lub przez wiadomość na stronie fb.
7. W przypadku braku kontaktu ze strony zwycięzcy, komisja, na kolejnym posiedzeniu w ogrodowej altance, dokona innego wyboru.
Zapraszam Was do wspólnej zabawy.
Jeśli zechcecie się do niej dołączyć z przyjemnością będę czytać Wasze odpowiedzi w podróży.
Jadę bowiem do Bingen pospacerować klasztornymi ścieżkami świętej Hildegardy i do Akwizgranu, zobaczyć katedrę oraz zażyć kąpieli w siarkowych termach Karola Wielkiego.
Po powrocie na pewno zdam Wam relację z tej wycieczki.

Alibabki, znany girlsband PRL-u, śpiewał nie byle jakie pioseneczki.
Wiśnie były w ogrodzie moich rodziców zawsze. Czas ich kwitnienia w dzieciństwie łączył się koniecznością włożenia znienawidzonych podkolanówek i pójścia na pierwszomajowy pochód. Potem, w czasach studenckich, kojarzę go z wyjazdem na pierwszomajowy spływ kajakowy. Z radością się pakowałam, choć z pewnym żalem myślałam o tym, że kiedy wrócę, kwiatów już nie będzie.
Remont mojej lekko przechodzonej wątroby trwał, jak na porządny remont przystało, bite trzy miesiące. W tym czasie wspomagałam ją znanym od lat sylimarolem i na zmianę różnymi ziołami, które będą pojawiać się w kolejnych moich wpisach.
Przepis jest bardzo prosty:
Wątroba kocha też pyłek pszczeli i pierzgę. Na szczęście nie jestem uczulona na produkty pszczele, więc mogłam sobie poszaleć. Trzeba tylko pamiętać, żeby rozpuszczać pyłek i pierzgę w zimnej wodzie. Najlepiej zalać łyżkę pyłku czy pierzgi wodą i zostawić na noc.
Od kiedy przeczytałam, że u chorych na dnę moczanową wątroba zawiera zbyt mało glikogenu i jest podatna na zmiany zwyrodnieniowe, zaczęłam bardziej o nią dbać. W końcu wątroba jest tylko jedna.
Wybrałam delikatną metodę polecaną przez Bonifratrów, nieco przeze mnie zmodyfikowaną. Najpierw przez 3 dni staramy się unikać tłuszczu zwierzęcego, jemy ciemne pieczywo i pijemy sporo kefiru.
Ale UWAGA!! Posiadacze kamieni w pęcherzyku żółciowym powinni liczyć się ze sporym bólem, który może wymagać aptecznych środków rozkurczowych. A Ci, którzy już wyhodowali sobie potężne głazy, mogą przyspieszyć sobie wizytę na stole operacyjnym.
Stokrotka czyli z angielska – daisy. Tak właśnie nazywano Daisy von Pless, uważaną za jedną z najpiękniejszych kobiet początku XX wieku, Panią na zamku Książ. I nie dziwi mnie to.
Zdaniem Syreniusza stokrotka pomaga na rwę kulszową (zwaną w jego czasach scyatyką) i artretyzm.
Suszone kwiaty stokrotki można kupić w sklepach zielarskich. Ale o wiele przyjemniej zebrać je samemu. Panie mogą dodatkowo zadać szyku zbierając je do ładnego i wygodnego koszyka.
Podagrycznik zwany „kozią stopką” właśnie zaczyna radośnie szaleć i zarastać mój ogródek. Dobrze, że hiacynty kwitną tak wcześnie, że nie zdąży ich zasłonić swoimi liśćmi.
opisane są badaniach in vivo olejku z kwiatów podagrycznika. Zaobserwowano w nich, że zwiększa on wydalanie kwasu moczowego.
Jak pisał Syreniusz w swoim Zielniku (powołując się na Tabernaemontanusa), wino takie może być pomocne także w „scyatyce”, czyli rwie kulszowej „na czczo i na noc po kwaterce ciepło pijąc(…). Też naparzaiąc tym zielem albo plastrując(…). „
Bardzo lubię nalewkę winną na podagryczniku. Robię ją zalewając w zakręcanym słoju dużą garść posiekanych liści wraz z kwiatami butelką białego wina. Po pół roku mam trunek podobny w kolorze do dobrego, dojrzałego tokaju. A i smak bardzo mi odpowiada. Kiedy tylko zaczynają po mnie „wędrować” bóle artretyczne wypijam kieliszeczek tej nalewki.
Jest to roślina nieprawdopodobnie silna. Potrafi wyrosnąć na kamieniach. Jeśli gdzieś się zadomowi zarośnie cały ogród. Dlatego najlepiej uprawiać ją w pojemnikach wkopanych na rabacie (podobnie jak miechunkę, o której pisałam w
Do roślinki tej odczuwam ogromną wdzięczność.

0, 4 kg wołowiny bez kości, pokrojonej w kostkę, puszka krojonych pomidorów, cebula, czerwona papryka, wino czerwone wytrawne (pół szklanki), duży pęk młodych liści podagrycznika, oliwa z oliwek, sól, papryka ostra, łyżeczka brązowego cukru (albo mniej, zależy od tego, jak słodkie były pomidory).
Ostatnio witamina C stała się prawdziwą celebrytką. Wszędzie się o niej mówiło, zwłaszcza tej „lewoskrętnej”, której nie ma. Nieporozumienie w tej kwestii wynikło z dyletanckich, internetowych wypowiedzi różnych osób, które „wiedziały, że gdzieś dzwonią, tylko nie wiedziały dokładnie, w którym kościele”. Potem było to wielokrotnie wyjaśniane, ale informacja się rozeszła i wciąż wiele osób pyta o tę właśnie witaminę. Niektórzy wciąż nabijają sobie kabzę sprzedając całe kilogramy „lewoskrętnej witaminy C”.
Kobietom kamienie nie grożą, więc mogą sobie dodatkowo łykać pastylki do woli.
Więc pijmy sok z rokitnika, czarnej porzeczki i jedzmy przetwory z dzikiej róży, aceroli. Pijmy soki warzywne. Jedzmy paprykę, jarmuż, brukselkę, natkę pietruszki, kapustę.
Cytrusy mają za to sporo rutyny, więc sok ze świeżych cytrusów będzie dodatkowo pomagał nam przyswoić nawet jej syntetyczną postać.
Tymczasem wiele zwierząt, dajmy na to królik, potrafi.