Kiedy w Sylwestra wszyscy dzierżą w dłoniach kieliszki, aż się prosi, żeby, wzorem właściciela restauracji Gaumarjos, pełnej domowego ciepła, aromatów i smaków Gruzji, mojego ulubionego „polskiego Gruzina”, Davida Gamtsemlidze, gawędziarza, znawcy i propagatora przednich gruzińskich win, wznieść stosowny toast. Wielce mi się spodobał ten zwyczaj, o którym właśnie od Davida się dowiedziałam, i bardzo chciałabym go przenieść na polski grunt. Gruziński toast nie jest zwykłym „wypijmy za zdrowie”. To prawdziwa sztuka. Taki toast może być powiastką, przypowieścią, gawędą lub anegdotą.
A tu, masz babo placek, alkohol dla podagryka jest zakazany. Można być abstynentem, to fakt, ale ja wolałabym na siłę nim nie być. No i jak tu wznosić toasty wodą?
W sukurs przyszedł mi jednak artykuł w naukowym czasopiśmie
Roddy E, Doherty M: Epidemiology of gout. Arthritis Research & Therapy 2010, 12:223.
z którego wynika, że wino nie powoduje wzrostu ryzyka ataku dny.
A w pracy
Khanna, Dinesh, et al. Natural products as a gold mine for arthritis treatment.
Current Opinion in Pharmacology 2007;7(3):344-351.
mówi się o tym, że rezweratrol zawarty w winie może być użyteczny w profilaktyce i leczeniu zapalenia stawów, które często dokucza podagrykom.
Zatem trochę dobrego wina w czasie Sylwestra mogę się napić.
„Gdy Bóg ulepił z gliny Adama, ten – przeszedłszy się nieco po rajskim ogrodzie poczuł się samotny. Poprosił zatem Pana, aby ponownie wziął w swe ręce glinę i uformował dla niego kobietę. W ten sposób Bóg powołał do istnienia Ewę. Po ukształtowaniu Pierwszych Rodziców została Mu w ręku jeszcze odrobina gliny.
Adam i Ewa poprosili Stwórcę, aby z tej resztki uformował dla nich szczęście. Pan Bóg zafrasował się, bo sam nie wiedział dokładnie, jak ono wygląda. Glinę oddał zatem Adamowi i Ewie, polecając: – Sami ulepcie swoje szczęście. Od tamtej pory każdy z nas własne szczęście kształtuje sam.
Wznieśmy więc toast za szczęście, które spoczywa w naszych własnych rękach. I niech nam (), naszym krewnym i bliskim tego szczęścia nigdy nie zabraknie – w domu, w sercu i w duszy!”
(cytat z książki „Gruzińskie toasty: zapomniana sztuka światowej biesiady” Giorgi Maglakelidzego)
Szczęśliwego Nowego Roku !!

Powoli zbliżają się Święta. Bez względu na to, czy się je obchodzi, czy nie, dla podagryka to nie lada wyzwanie. Bo nawet jeśli sam nie przygotowuje całej masy przysmaków, to zawsze znajdzie się babcia, mama, ciocia, sąsiadka czy przyjaciółka, która nas zaprosi, a robi same pyszności, którym trudno się oprzeć. Tymczasem na liście zakazanych przy dnie moczanowej produktów mamy wędliny, karkówkę, boczek, śledzie, gęś, zająca, karpia, borowiki, przyprawy, marynaty. I w łeb bierze pomysł suto zastawionego stołu inspirowanego kuchnią staropolską. Są oczywiście tacy, którzy potrafią stosować restrykcyjną dietę zawsze i żadne świętowanie im nie straszne. I chylę przed nimi czoła. Ale ja do nich nie należę. Unikam wprawdzie mięsa, pomna, że jest bogate w puryny, ale w Święta lubię zjeść dobre pieczyste.
Wieńcem z liści laurowych wieńczono głowy poetów i zwycięzców igrzysk w starożytnej Grecji i Rzymie. Ale moja mama nie zamierzała wieńczyć głowy ojca, sięgając do pojemnika z „liśćmi bobkowymi”, który obowiązkowo stał w kuchni pod ręką. Jeśli już coś miałaby z jego ojcowską głową zrobić, to raczej by ją mu zmyła, że znów czegoś nie naprawił. Zamierzała za to zapewne zrobić „zimne nóżki”, ugotować bigos albo zrobić marynatę.











