Czas na ciszę

Jezioro, nad którym uwielbiam spędzać czas, jest strefą ciszy.

Pływają po nim żaglówki, łódki, kajaki i rowery wodne. Tylko od czasu do czasu da się słyszeć śmiechy dzieciaków, które wskakują do wody.

Ostatnio przeraziła mnie informacja, że mieszkańcy okolicznych miejscowości żądają likwidacji strefy ciszy, by przyciągnąć do siebie więcej turystów na skuterach wodnych i motorówkach.

Mam cichą nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

Cisza jest bardzo potrzebna, aby zachować zdrowie.

Jak wykazują badania, hałas wpływa na podniesienie ciśnienia krwi, na choroby naczyniowe i na zmniejszenie zdolności uczenia się.

Osoby narażone na ciągły hałas mają także podwyższony poziom katecholamin i kortyzolu, zwanych „hormonami stresu”. Te zaś wpływają negatywnie na układ odpornościowy redukując produkcję przeciwciał.

Przewlekły nadmiar „hormonów stresu” prowadzi do nadmiernej produkcji cytokin, co może powodować lub nasilać choroby układu krążenia, cukrzycę typu 2, depresję i ułatwiać rozwój nowotworów.

Dlatego w najbliższy weekend daruję sobie koszenie trawy i głośne imprezy.

Mam nadzieję, że może uczynią tak także moi sąsiedzi.

Posiedzę nad jeziorem i posłucham ciszy.

Czas na ciszę.

żrodła:

Stansfeld, Stephen A., and Mark P. Matheson. „Noise pollution: non-auditory effects on health.” British medical bulletin 68.1 (2003): 243-257.

Post wielce patriotyczny

Most Tadeusza Kutrzeby na Bzurze

Wychowałam się na Baczyńskim, „Kamieniach na szaniec” i powstańczych i partyzanckich piosenkach, które śpiewaliśmy przy ognisku.

My, dziewczyny, wyobrażałyśmy sobie wtedy, że jesteśmy sanitariuszkami i opatrujemy rany nieziemsko przystojnych partyzantów, a oni oczywiście natychmiast zakochują się w nas na zabój.

Pewnie dlatego mocniej bije mi serce, kiedy słyszę gdzieś na świecie na ulicy polski język. Zwłaszcza, kiedy nie jest to Londyn, gdzie już chyba wszyscy mówią po polsku, tylko na przykład jakaś malutka mieścina na Węgrzech.

I w ogóle jakoś identyfikuję się ze słowem Polska. Można dyskutować o tym, czy to nazywać sentymentalizmem, czy patriotyzmem, czy może egzaltacją, czy może czymś jeszcze innym.

Tak czy owak przyznam, że trochę smutno mi się robi, kiedy czytam, że Polska jest gdzieś tam w ogonie krajów świata w tym czy tamtym.

A jeśli już jest w czołówce, to na przykład przoduje w zanieczyszczeniu powietrza i homofobii.

Dlatego bardzo się cieszę, że w czymś dobrym jesteśmy najlepsi i najwięksi na świecie.

Otóż jesteśmy najlepsi i najwięksi na świecie w uprawie czarnej porzeczki (choć zdaniem fachowców może się to niebawem zmienić).

A czarna porzeczka ma bardzo wiele zbawiennych dla zdrowia właściwości. Ma na przykład dużo witaminy C i przeciwutleniaczy oraz jest zasobna w sole mineralne (głównie boru i magnezu). Ma jeszcze wiele, wiele innych właściwości, ale mnie interesuje najbardziej, że wyciągi z liści porzeczki czarnej pobudzają przesączanie w kłębkach nerkowych i zwiększają wydalanie kwasu moczowego.

Działają też przeciwzapalnie.

Zatem nalewka na liściach czarnej porzeczki (listkówka porzeczkowa – przepis tutaj) musi się znaleźć w mojej spiżarni. Nie zawadzi zrobić też smorodinówkę (przepis tutaj), czyli kresową nalewkę na jej owocach. Jest dobra na trawienie i ból gardła. I smaczna.

Profesor Ożarowski polecał przy dnie, w celu uniknięcia kamicy nerkowej, zmieszać liść czarnej porzeczki (50g), kwiat chabru bławatka (50g) (o bławatku pisałam tutaj), kwiat mniszka (25g), kwiat robinii akacjowej (25g) (o której było tutaj), ziele pięciornika gęsiego (25g) i zalać 3 szklankami gorącej wody. Następnie ogrzewać do wrzenia i gotować pod przykryciem 5 minut. Odstawić na 10 minut i po przecedzeniu popijać 3 razy dziennie między posiłkami.

Muszę dopaść kogoś, kto uprawia czarną porzeczkę i pozwoli mi obskubać swój krzaczek z liści. Sama nie mam niestety tej roślinki w moim mikroskopijnym ogrodzie z powodu braku miejsca.

W rewanżu mogę mu zaśpiewać „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę”.

Lubie tę piosenkę. Tak samo jak Czesław.

źródła:

Kalinkevich, K., V. E. Karandashov, and L. R. Ptitsyn. „In vitro study of the antiinflammatory activity of some medicinal and edible plants growing in Russia.” Russian Journal of Bioorganic Chemistry 2014;40.7:752-761

Smorodinówka

Kilogram owoców czarnej porzeczki oczyścić z zielonych części, umyć i osuszyć. Następnie zalać litrem 70% spirytusu. Zakryć szczelnie i odstawić w ciepłe miejsce na 6 tygodni. Z 2 litrów wody i 50 dag cukru ugotować syrop, przestudzić i wlać do niego zlany znad owoców spirytus. Zamknąć szczelnie i odstawić na tydzień. Potem przefiltrować nalewkę przez bibułkę filtracyjną, rozlać do butelek, zakorkować i odstawić na pół roku.

Smorodinówka wspomaga trawienie i jest przydatna przy bólu gardła i problemach z górnymi drogami oddechowymi.

Listkówka porzeczkowa

Listkówka wytrawna prosta.

Świeżo zerwane liście czarnej porzeczki (50 sztuk) umyć i osuszyć, a następnie włożyć do słoja i zalać litrem wódki 45%. Szczelnie zamknąć i odstawić w ciepłe miejsce. Po miesiącu nalewkę przefiltrowuje się, rozlewa do butelek i po zakorkowaniu i zalakowaniu odstawia na 8 miesięcy. Najlepsza jest dobrze schłodzona.

 

 

Listkówka słodka.

Zebrać w słoneczny dzień kilogram liści czarnej porzeczki. Umyte i osuszone zalać 1,5 litra wódki 45%. Pozostawić na kilka dni w słonecznym miejscu. Potem przenieść w cień. Po trzech tygodniach przefiltrować, dodać na każdy litr nalewki łyżkę soku z cytryny i odstawić w ciemne miejsce. Liście zasypać 1,5 kilograma cukru, mocno potrząsnąć i postawić w ciepłym miejscu. Codziennie potrząsać słojem z liśćmi. Po rozpuszczeniu się cukru zlać syrop i odcisnąć liście. Dodać syrop do nalewki i dobrze wymieszać. Przelać do butelek i odstawić na pół roku.

W apteczce herosa

Krwawnik pospolity jest rośliną, jako żywo, bardzo pospolitą. Znaleźć go można na prawie każdej łące. Jednak jego aktywność biologiczna jest absolutnie niepospolita.

Mnie szczególnie interesują jego właściwości przeciwzapalne oraz zdolność usuwania z moczem szkodliwych produktów przemiany materii.

Dodatkowo alkoholowy wyciąg z ziela krwawnika jest inhibitorem XO (o niej więcej tutaj), czyli hamuje jej aktywność.

Krwawnik działa rozkurczowo na drogi żółciowe i wspomaga wydzielanie i przepływ żółci. Dla mnie to jeszcze jeden jego atut, gdyż wątroba, jest jednym z moich słabych ogniw .

Powinni z krwawnikiem uważać Ci, którzy mają duże problemy z drożnością dróg żółciowych, może bowiem spowodować bolesną kolkę. Są też osoby uczulone na krwawnik, więc jeśli ktoś nigdy go nie stosował, powinien robić to na początku ostrożnie.

Młode liście krwawnika są dobrym dodatkiem do sałatek, jajecznicy i chleba żytniego z masłem.

Napar przygotowuje się z łyżki suszonych kwiatów lub ziela krwawnika zalanych półtorej szklanki wrzątku i parzonych 30 minut.

Sok ze świeżego ziela krwawnika (zbieranego w początkach kwitnienia) przepuszczonego przez maszynkę utrwala się 95% spirytusem (1 część spirytusu na 4 części soku), przechowuje w lodówce i popija po łyżce dodanej do 1/4 szklanki wody lub soku 2-4 razy dziennie.

Łacińska nazwa krwawnika to Achillea millefolium.

Ponoć kiedy Achilles przebił swoją włócznią udo Telefosa, syna Heraklesa, rana nie chciała się zagoić przez osiem lat. Wreszcie różnymi pokrętnymi metodami (jedna wersja mitu mówi, że szantażem, inna, że obietnicą wskazania drogi do Troi) Telefos nakłonił Achillesa, żeby ten go uleczył. Wystarczyła odrobina rdzy z włóczni Achillesa zmieszana z krwawnikiem, aby jątrząca się rana wreszcie się zagoiła.

Nie będę chyba próbować tego dokładnie sposobu na rany. Choć im więcej dowiaduje się o naukowych uzasadnieniach rożnych dziwnych wielowiekowych medycznych praktyk, tym częściej myślę, że może kiedyś okaże się, że i z tym lekiem Achillesa jest coś na rzeczy.

W końcu Achilles był wychowankiem i uczniem centaura Chirona (o którym wspominałam już w „Bławatek – co mnie łączy z cesarzem”), a ten o leczeniu wiedział wszystko.

Dyrektor pewnego banku pochwalił się kiedyś w telewizyjnym wywiadzie, że uczył się łaciny i zacytował łacińską sentencję „pieniądze nie śmierdzą”, co w jego wykonaniu brzmiało „petunia non olet”. Sentencja ta brzmi „pecunia non olet”, a petunia to ładny kwiat balkonowy.

Jak widać niektórzy uczniowie wynoszą z lekcji tylko tyle, że „gdzieś dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele”, ale bohatera wojny trojańskiej o to nie podejrzewam.

źródła:

Owen, Patrick L., and Timothy Johns. „Xanthine oxidase inhibitory activity of northeastern North American plant remedies used for gout.” Journal of Ethnopharmacology 1999;64(2):149-160

 

 

Dobre są każde zęby, które prowadzą do gęby

Gdyby „zęby mądrości” były wyznacznikiem mądrości, nie byłoby nic dziwnego w tym, że niektórym ludziom wyrzynają się dopiero pod czterdziestkę.

A niektórym wcale.

„Ósemki” są najbardziej narażone na próchnicę, bo trudno je dobrze wyczyścić.

A próchnica, jako siedlisko bakterii, może mieć bardzo nieprzyjemne skutki dla całego organizmu. Może doprowadzić do wielu poważnych stanów zapalnych nerek, serca, stawów.

Wiele osób usuwa więc „ósemki”, zanim próchnica je zaatakuje. Inną przyczyną usuwania tych zębów jest strach przed brakiem miejsca w ustach dla innych zębów w przyszłości i powstanie defektów w urodzie.

Próchnica może zaatakować każdy ząb. Bakterie, które wywołują próchnicę, siedzą sobie spokojnie w naszej jamie ustnej, czekając na sprzyjające warunki. Wyrwać więc sobie wszystkie zęby i wstawić implanty?

Przegląd badań naukowych, dokonany na Universidade Federal de Minas Gerais w Brazylii wskazuje, że „zęby mądrości” nie mają wiele wspólnego z późniejszymi defektami w uzębieniu. Nie ma też naukowego uzasadnienia ich profilaktyczne usuwanie w strachu przed powikłaniami związanymi z próchnicą.

Po prostu jeśli masz próchnicę to masz kłopot. Niezależnie, które zęby zaatakuje.

Usuwanie „ósemek” wiąże się z ryzykiem powikłań, „suchym zębodołem”, bólem, koniecznością łykania antybiotyków itp.

Wygląda na to, że praktyka usuwania zdrowych „zębów mądrości” przynosi korzyści głównie dentystom.

źródła:

Costa, Moacir Guilherme da, et al. „Is there justification for prophylactic extraction of third molars? A systematic review.”Brazilian oral research 27.2 (2013): 183-188.

 

 

Zatroszczmy się o podróżnika

Stojąc pewnego dnia w wielkim korku na Wale Miedzeszyńskim, zmęczona ogromnym upałem przyglądałam się bezmyślnie ludziom koszącym pobocze. Rozmawiali głośno w obcym języku składającym się właściwie z dwóch słów. Jedno z nich było czasem poprzedzane przedrostkami „za”, „przy”, „do”, „u”, „na” lub „wy”, a drugie służyło za przecinek. Po paru minutach znałam już ten język doskonale i byłabym w stanie biegle się nim posługiwać.

Rozmyślając tak o lingwistyce skonstatowałam nagle, że koszący chwasty omijają skrzętnie roślinkę o pięknych, niebieskich kwiatach – cykorię podróżnik (Cichorium intybus L.).

Nie sądzę, by kierowała nimi znajomość jej leczniczych właściwości.

Myślę, że jest ona tak ładna, że było im jej zwyczajnie żal.

Ta wrażliwość na piękno okazana przez facetów w seledynowych kamizelkach, których miałam (słysząc ich rozmowę) za osobników o mało wyrafinowanych gustach, prawie mnie wzruszyła.

Uroda niebieskich kwiatów cykorii podróżnik, robiąca wrażenie na robotnikach drogowych, to tylko jeden z jej przymiotów.

Jej młode liście można dodawać do sałatek, a uprażony i zmielony korzeń stosować jak kawę. Napar z kwiatów pomoże na zapalenie spojówek i leczy wypryski na skórze.

Syreniusz zaleca:

„Podagrze z gorącej przyczyny poszłey/ Podrożnikowe ziele utłuc/ y plastrem przykładać/ albowiem bolesci w nich uskramia”

W swoim „Zielniku” podaje także ciekawy przepis kulinarny z dodatkiem cykorii podróżnik:

„Nakładą na mięso liścia Podróżnikowego całego bądź y z korzeniem wespoł/ a gdy uwre/ osobno go wyłożą na miskę/ y poleią go trochą agrestu/ potrawa bardzo przyjemna zdrowym/ y w gorączkach będącym.”

Zaleca także „sok Podrożnikowy/ Piersiom białogłowskim zbytnie obwisłym y rozwiezionym”.

W Indiach tradycyjnie używa się tego zioła w leczeniu dny moczanowej.

Korzeń cykorii podróżnik jest jednym z najlepszych prebiotyków i pobudza prawidłowy rozwój naszej flory bakteryjnej. Reguluje wydzielanie żółci i poprawia trawienie.

W badaniach na zwierzętach wykazano, że mieszanka majeranku (Origanum majorana L.) i korzenia cykorii podróżnik jest bardzo dobrym lekiem na otyłość.

Cykoria podróżnik to zioło bezpieczne i można je podawać w postaci naparu dzieciom i kobietom w ciąży.

Oby można je było znaleźć, tak jak dotychczas, prawie wszędzie.

Do głowy przyszedł mi taki oto dystych:

„Zatroszczmy się wszyscy o podróżnika

Niechaj z poboczy nigdy nie znika”.

Nie jest to może przykład poezji wysokich lotów, ale może wpadnie przypadkiem w ucho innym koszącym pobocza.

źródła:

Singh, Ravinder, and Khushminder Kaur Chahal. „Cichorium intybus L: A review on phytochemistry and pharmacology.” IJCS6.3 (2018): 1272-1280.

Chandra, K., and Swatantra Kumar Jain. „Therapeutic potential of Cichorium intybus in lifestyle disorders: A review.” Asian J Pharm Clin Res 9.3 (2016): 20-25.

 

 

Przytulmy przytulię

W Polsce mamy 21 rodzimych gatunków przytulii i jeszcze kilka obcego pochodzenia. Wszystkie one mają właściwości lecznicze.

Najczęściej widuję kwitnącą na biało przytulię pospolitą (Galium mollugo L.), która sprawia, że łąki wyglądają tak, jakby je ktoś posypał kaszą manną.

Ksiądz Kluk tak pisał o niej w swoim Dykcyonarzu Roślinnym:

„konserwa z jej kwiatu albo Herbata, ma mieć osobliwą skuteczność przeciwko padaiącej niemocy i Podagrze”.

W Rumunii jest dostępna w handlu nalewka na żółtych kwiatach innego gatunku przytulii – przytulii właściwej (Gallium verum L.).

Ma ona nazwę Tinctura de Sânziene i jest tam polecana między innymi na dnę moczanową.

Nalewkę taką można zrobić samemu zalewając 1 część kwiatów przytulii 5 częściami alkoholu 40%. Po dwóch tygodniach będzie gotowa. Mały kieliszeczek raz dziennie to dawka w sam raz.

Sânziene to nazwa święta wróżek obchodzonego w Rumunii 24 czerwca. Wywodzi się od łacińskiego Sancta Diana – święta Diana i odnosi do rzymskiej bogini łowów, przyrody, płodności i Księżyca. W tym dniu dziewczęta plotą wianki z przytulii i tańczą wokół ognisk, przez które chłopcy skaczą, chcąc pokazać im swoją odwagę.

W nocy z 23 na 24 czerwca my mamy swoją „noc świętojańską”, kiedy też pali się ogniska, plecie wianki i puszcza je na wodę.

Zazdroszczę Łotyszom, dla których „noc świętojańska”, zwana Līgo, to noc pomiędzy dwoma dniami wolnymi od pracy. Oni to mogą naprawdę wtedy poszaleć.

Wszystkie te święta mają swoje korzenie w słowiańskiej Nocy Kupały, obchodzonej w najkrótszą noc w roku, z 21 na 22 czerwca.

Tradycyjne poszukiwanie w tę noc kwiatu paproci to był dobry pretekst do udawania się parami w ustronne miejsca.

Angielska nazwa przytulii, kwitnącej jak szalona w noc przesilenia (lady’s bedstraw – kobieca pościel), nie wzięła się znikąd.

Niezależnie od tego, jak nazywane jest święto miłości, płodności, zdrowia i urodzaju związane z przesileniem letnim, wszyscy wierzą, że otwiera się wtedy niebo i zdarzają się rożne cuda.

Dlatego w Noc Kupały przytulcie się do przytulii, nazbierajcie jej kwiatów i zróbcie sobie na nich nalewkę. Wysuszona w ciemnym miejscu także się przyda, bo napar z łyżki suszonego ziela na szklankę wrzątku pity dwa razy dziennie likwiduje obrzęki, wzmacnia naczynia krwionośne i uspokaja.

Wierzę, że przytulia dobrze na mnie wpłynie.

W końcu, jak głosi przysłowie, które właśnie na poczekaniu wymyśliłam:

„Zioła zbierane w Kupały Noc mają bardzo wielką moc”.

„Oko za oko uczyni świat ślepym”

Kiedy czytam artykuły publikowane w Internecie na tzw. „kontrowersyjne” tematy zawsze przypomina mi się zdanie Mahatmy Ghandiego cytowane w tytule.

Dyskusja, która zwykle rozpętuje się w komentarzach, nie jest wymianą argumentów tylko wzajemnym opluwaniem się i odgryzaniem w stylu „oko za oko”.

Kiedyś, na przykład, przeczytałam, że pewna studentka oburzyła się bardzo, kiedy szanowany profesor wyższej uczelni użył jako ilustracji swojego wykładu zdjęcia roznegliżowanej kobiety. Natychmiast pojawił się komentarz, że ta studentka na pewno jest gruba i brzydka jak noc i że z całą pewnością nigdy nie dane jej było wylegiwać się na wielkim łożu w samych tylko pończochach, bo i tak nikt nie chciałby jej w takim stroju oglądać. Wypowiedź okraszona była masą wulgaryzmów „wygwiazdkowanych” tak, aby nie narazić się na wycięcie przez filtry „przeciwwulgaryzmowe”.

Obrońcy studentki nie pozostali obojętni i odgryźli się natychmiast komentującemu, oceniając dosadnie rozmiar i sprawność jego organu.

On nie pozostał im dłużny i wyraził grubym słowem swoją opinię o lekkim prowadzeniu się matki tej studentki, na co jego adwersarze nie pozostawili suchej nitki na jego przodkach, przypisując im zbrodnie ludobójstwa.

I tak siedzą ludzie przy komputerach i pielęgnują w sobie nienawiść.

Współpracuję czasem z pewnym człowiekiem, który zachowuje się wobec mnie i innych bardzo nieładnie. Szczerze mówiąc, podczas kolejnego spotkania  z przyczyn zawodowych, chciałam mu się trochę odgryźć.

Ale potem pomyślałam, że zaniosę mu maść żywokostową. Pewnie jest taki okropny z powodu bolących stawów, na które ciągle narzeka.

Zrobiłam to dla niego, ale też dla siebie.

Bo, jak powiedział Ali ibn Abi Talib – brat stryjeczny i najwierniejszy przyjaciel Mahometa:

„Im mniej nienawiści, tym więcej zdrowia”.

Kwiaty dla dyplomaty

Mało kto interesuje się tą skromną roślinką. Jej ozdobne odmiany są dość popularne w ogrodach, jednak nie znam nikogo, kto szczególnie by na nią zwracał uwagę, czy jakoś ją hołubił.

Tymczasem w starożytności uważano, że werbena to łzy Junony, małżonki Jowisza i czczono ją jako „święte ziele”.

Werbena miała pomagać zdobyć miłość. Jednak, aby to się udało, trzeba było się nieźle namęczyć wykopując roślinę lewą ręką i trzymając potem tak długo, aż spadnie na nią poranna rosa. Ale czego się nie robi dla miłości…

Werbena miała także przynosić bogactwo i ochraniać je.

W XVI wieku w Niemczech była bardzo popularna jako środek przeciwko dnie moczanowej.

Znajdująca się w niej werbenalina ma silne działanie przeciwzapalne, zarówno stosowana wewnętrznie, jak i miejscowo.

Działanie wyciągów z ziela jest silniejsze niż samej wyizolowanej werbenaliny. Działanie to wzmacniają flawonoidy oraz irydoidy w niej występujące.

Przy bólach artretycznych wystarczy więc wyskoczyć do ogródka czy na balkon, zerwać małą garstkę werbeny, zalać szklanką wrzątku, parzyć 15 minut i wypić.

A na ból stawów można zrobić maść na smalcu z dodatkiem wyciągów z tej delikatnej roślinki.

O mocy werbeny świadczy fakt, że Syreniusz w swoim „Zielniku” poświęcił jej aż 8 stron!

Podagrykom zalecał „liściem świeżym tego ziela nogi podagryczne obwiiać y do obuwia ie kłaść żeby pod gołymi y bosymi nogami leżały”.

Pisał też o werbenie, że „kamień w nyrkach krszy y wywodzi/ sok ze świeżego wyprasowany/ a trocha wina starego zlewany i wyżęty/ przydawszy cukru białego łot/ po kilka łyżek tego na ciepło biorąc przez kilkanaście dni”.

Napar z suszonego ziela werbeny pospolitej (Verbena officinalis) pomaga także w stanach zapalnych nerek i dróg moczowych. Jest pomocny przy grypie. Stosuje się go dwa razy dziennie zalewając łyżkę ziela szklanką wrzątku (parzyć 15 minut) przez dwa tygodnie.

W sklepach dostępna jest suszona marokańska werbena cytrynowa.

Ale to zupełnie inna roślina – lippia trójlistna (Aloysia citrodora). To wieloletni krzew o pięknym zapachu. Jego działanie podobne jest do działania werbeny pospolitej, a dodatkowo jest antydepresantem i odstrasza muszki i komary. Jej świeże liście, o bardzo intensywnym smaku, można dodawać do deserów, napojów, marynat, owoców morza, dżemów. Gotowane nie tracą smaku. Szkoda, że werbena cytrynowa nie wytrzymuje mrozów i w naszym klimacie uprawia się ją tylko jako roślinę jednoroczną.

UWAGA!!

Werbeny nie mogą stosować kobiety w ciąży. Może spowodować poronienie.

Starożytni Grecy wierzyli, że dyplomatom werbena gwarantuje powodzenie w negocjacjach pokojowych.

Ciekawe, czy werbena zagwarantuje mi powodzenie w różnych moich trudnych negocjacjach „pokojowych”. Może sprawdzi się też w negocjacjach „kuchennych” i, przede wszystkim, w bardzo trudnych negocjacjach „samochodowych”.

źródła:

Calvo, M.I.; Vilalta, N.; San Julián, A.; Fernández, M. Anti-inflammatory activity of leaf extract of Verbena officinalis L. Phytomedicine 1998;5(6):465-467