Pij skrzyp i nie skrzyp

Skrzyp polny by Walter Siegmund (talk) – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8726511

Skrzyp polny służył mi w dzieciństwie za choinkę w domku dla lalek, zrobionym z tektury i pełnym mebli z pudełek od zapałek. Było go zawsze mnóstwo na łące, która dziś jest osiedlem o nazwie Villa Moderna.

Swoją drogą, zawsze się zastanawiam, dlaczego nadaje się w Polsce osiedlom takie nazwy. Nie lepiej byłoby nazwać to osiedle „Topolowe” (od rosnących obok topoli) czy „Przy Sześciu Stawach” (od istniejących niegdyś w pobliżu stawów), czy jakoś tak?

Ale może deweloper ma na imię Marian i wychował się na serialach brazylijskich? Tam się zawsze wszystko działo w Villa Mariana.

Skrzyp polecany jest chorym na dnę moczanową ze względu na zdolność do usuwania moczanów. Zawarta w nim krzemionka przeciwdziała także krystalizacji niektórych składników mineralnych w drogach moczowych. Odwary ze skrzypu usuwają obrzęki i zwiększają przesączanie w kłębkach nerkowych. Nie bez znaczenia jest też, że związki krzemu utrzymują elastyczność naskórka i kości.

Odwar przygotowuje się z 2 łyżek ziela zalanych 1,5 szklanki ciepłej wody. Gotuje się pod przykryciem 10 minut, a potem odstawia jeszcze na kolejne 10 minut. Taki odwar popija się między posiłkami po pół szklanki.

Trzeba jednak pamiętać, że ziele skrzypu zwiększa krzepliwość krwi.

Może on powodować także niedobory witaminy B1, zawiera bowiem antyaneurynę, która ją rozkłada. Preparaty zawierające skrzyp i witaminę B1 są zatem bez sensu. Witaminę B1 trzeba przyjmować o innej porze dnia niż skrzyp.

Skrzyp błotny by Kenraiz – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=4093147

Amatorom nie polecam zbierania skrzypu polnego samodzielnie. Można go pomylić ze skrzypem błotnym. Wprawdzie siedliska mają różne, ale ktoś bez wprawy mógłby się pomylić. Skrzyp błotny ma najwięcej alkaloidów ze wszystkich skrzypów, więc w większych dawkach może komuś zaszkodzić.

Ja z braku czasu stosuję ziele skrzypu w postaci suchego ekstraktu, bo jest wygodny w użyciu i dobrze się przyswaja.

Miłośnikom ekologicznych środków czystości może spodoba się, że skrzypem polerowano niegdyś drewniane podłogi.

Teraz poleruje się nim jeszcze  instrumenty muzyczne.

W najgorszych momentach mojej przeprawy z dną moczanową prawie wszystkie moje stawy wydawały przeróżne skrzypiące odgłosy, a przekręcenie głowy powodowało trzaski.

Skrzyp ma swój udział w tym, że teraz mogę oglądać się za przystojnymi facetami w moim ulubionym uzdrowisku (rozpisałam się o nim tutaj) bez ryzyka, że będę skrzypiała, jak stara szafa.

 

Oregano – zapach Krety

Bardzo lubię oregano, czyli lebiodkę pospolitą. Na Krecie spotkałam absolutnie obłędne, szczególnie aromatyczne, górskie oregano.

Pachnie nim cała wyspa. Jego dodatek do popularnej sałatki greckiej robi z niej potrawę, której mogłabym zjeść naprawdę całe kilogramy.

W pracy

Bustanji, Yasser, et al. „In vitro xanthine oxidase inhibition by selected Jordanian  medicinal plants.” Journal of Pharmaceutical Sciences 2011;4(1):1-8

wyczytałam, że wodne wyciągi z oregano są dobrymi inhibitorami XO (o której tutaj), więc to zioło idealne dla podagryka.

Profesor Ożarowski wskazywał lebiodkę pospolitą jako tradycyjne zioło wiążące szkodliwe produkty przemiany materii.

Na szczęście w kuchni nie trudno o wodne wyciągi z oregano. Wystarczy je po prostu do potraw dodawać. Do pizzy, włoskiej pasty, do mięsa. Włosi używają oregano do potraw z grzybów, bakłażana, cukinii i ryb. Jak widać możliwości jest bardzo wiele.

W sklepach zielarskich i przez Internet  można kupić olejek z oregano.

Ale UWAGA!! Jest to bardzo silnie działający olejek. Ma bardzo wiele leczniczych właściwości, ale próba używania go bez konsultacji z fachowcem od aromatoterapii może się skończyć bardzo źle. Absolutnie nie należy sądzić, że używając olejku z oregano szybko i „na skróty” wyleczymy się z dny. Nic bardziej mylnego. Możemy nabawić się dodatkowych, bardzo nieprzyjemnych dolegliwości.

Za czasów Dioskurydesa miksturę z kwiatów i liści oregano z winem podawano pogryzionym przez dzikie zwierzęta. Ponadto lek ten miał wydatnie wzmacniać nerwy.

Polecam zatem potrawy z oregano szczególnie na proszone obiady z niektórymi teściowymi.

Gdy kręcą się po nas krętki

Sanepid w Bydgoszczy podał informację, że na 435 zbadanych kleszczy 65 było nosicielami krętków Borrelia burgdorferi. Na Mazurach tych zarażonych jest znacznie więcej.

Jest się czego bać.

Pomimo stosowania różnych środków zapobiegawczych (o których było tutaj), zawsze może się nam przytrafić ukąszenie kleszcza.

Jeśli siedzi w naszej skórze, trzeba się go szybko pozbyć. Metod i narzędzi do tego stosowanych jest dużo. Ja radzę sobie bardzo tanim przyrządem, przy pomocy którego chwyta się kleszcza jak na lasso. Są też zaawansowane zestawy do zamrażania kleszczy przed usunięciem. Zamrażanie ma hamować wydzielanie toksycznej śliny.

Usunęliśmy kleszcza. I co teraz?

Można go umieścić na wilgotnym płatku kosmetycznym, wpakować w słoiczek albo foliową torebkę i wysłać do zbadania (nie później niż w 48 godzin od jego wyjęcia). W różnych miastach robią to różne instytucje, nie zawsze sanepid (za pieniądze oczywiście).

Jeśli wynik będzie negatywny – mamy farta.

Jeśli pozytywny, to gorzej.

Ogólnie podawaną informacją jest, że aby doszło do zakażenia, kleszcz musi być w ciele ofiary dłużej niż 24 godziny.

Jednak jeśli poczytać przegląd danych naukowych na ten temat opublikowany w

Cook, Michael J. „Lyme borreliosis: a review of data on transmission time after tick attachment.” International journal of general medicine 8 (2015): 1.

okazuje się, że do zakażenia może też dojść praktycznie od razu.

Problem polega na tym, że nie możemy szybko się przekonać, czy chory kleszcz nas zaraził. Przeciwciała przeciwko Borrelia burgdorferi, które można wykryć w badaniu laboratoryjnym, pojawiają się nam dopiero po 4-5 tygodniach od ukąszenia.

Ja darowałabym sobie czekanie na wynik testów i jeśli kleszcz, który mnie ugryzł,  był chory (wyniki tego badania są bardzo szybko), od razu zaczęłabym leczenie.

Badania naukowe mówią, że jeśli krętki szybko zaatakować, wystarczy krótkie, 2-4 tygodniowe leczenie antybiotykiem.

Po tej terapii lekarz zwykle zleca wykonanie testów. Ale kiedy czytam różne naukowe rozprawy o ich wiarygodności, to dochodzę do wniosku, że równie dobrze można po prostu przyjąć, że pokonaliśmy krętki.

Autorzy publikacji

Stanek, Gerold, and Franc Strle. „Lyme borreliosis–from tick bite to diagnosis and treatment.” FEMS microbiology reviews 42.3 (2018): 233-258.

nie znaleźli przekonujących dowodów, że po takiej czterotygodniowej kuracji krętki mają jakąś szansę przeżyć.

Nie zawsze wysyłamy kleszcza do badania. Mnie, wiele lat temu, przy koszeniu trawy na Mazurach, atakowało ich po kilkanaście. Nie znałam wtedy patentów na ich odstraszanie. Ile czasu by mnie kosztowało, gdybym je wszystkie wysyłała do badania?

Wtedy pozostaje obserwacja.

Jeśli po kilku czy kilkunastu dniach mamy rumień wędrujący albo mamy typowe objawy zakażenia krętkami (bóle stawowe, gorączka, sztywność karku, rozbicie) marsz do lekarza po antybiotyk.

Jako fitoterapeuta nie jestem zwolenniczką antybiotyków, ale w niektórych przypadkach są po prostu niezastąpione. To jest taki właśnie przypadek.

Nie będziemy przecież rzucać we wroga kamieniami kiedy wiemy, że jest bardzo groźny i bezwzględny, a mamy w swoim arsenale broń, z której możemy do niego niego strzelać.

Ale mamy w tej bitwie też naturalnych sojuszników.

Olej z rokitnika utrudnia krętkom poruszanie się i chroni nas przed toksynami, które uwalniają.

Pyłek pszczeli wzmacnia układ odpornościowy, który podczas kuracji musi się mocno wysilać.

Hakorośl działa przeciwzapalnie.

Miód, oliwa z oliwek, czosnek i czarnuszka nie pozwolą krętkom na budowę biofilmu, czyli błony biologicznej o zwartej strukturze.

Jeśli biofilm sobie zbudują, antybiotyk się przez niego nie przebije i krętki będą w nas siedziały otoczone nim jak murem niezdobytej twierdzy.

Przy terapii antybiotykiem nie zapominajmy o probiotykach i prebiotykach. Kuracja taka pozbawia nas przecież dobrej flory bakteryjnej, o której niedługo, zainspirowana przeczytanymi książkami i wysłuchanymi wykładami, będę pisała.

Olej rokitnikowy, miód, czosnek, czarnuszkę i pyłek pszczeli możemy zresztą stosować zawsze. To nam nie zaszkodzi. Wzmocni naszą odporność, co da nam większą szansę, że pokonamy sami krętki Borreli, jeśli się z nimi kiedyś przypadkiem spotkamy.

A co kiedy nie przebadaliśmy kleszcza, nie mamy rumienia ani objawów?

Można zrobić testy, ale jak już wspominałam, nie są one całkiem wiarygodne. Opieranie kuracji antybiotykowej tylko na wynikach testów bez żadnych objawów choroby jest przez wielu fachowców odradzane.

Choć są tacy, którzy wolą dmuchać na zimne i leczyć się antybiotykiem na wszelki wypadek.

Ale co mają zrobić Ci, którzy żyją wśród kleszczy mieszkając lub pracując w lesie czy na wsi? Często ugryzienia kleszcza liczą w dziesiątkach. Gdyby opierali się tylko na testach pewnie jedliby antybiotyk na każde śniadanie.

Zdarza się, że nie zauważymy w ogóle chorego kleszcza, który nas ugryzł, nie pojawi się nam rumień wędrujący albo pojawi się tam, gdzie go nie widać. Bywa, że kleszcz zarazi nas krętkami, a odpuścimy sobie jego badanie, testy i leczenie antybiotykiem, bo nie mamy rumienia ani żadnych objawów, a na dodatek jesteśmy na przykład na pięknym i długim spływie kajakowym w kompletnej głuszy. I jeszcze mamy osłabiony układ odpornościowy, który sam nie pokona krętków.

Wtedy mamy po prostu cholernego pecha.

Choroba może się rozwijać i po latach musimy stawić czoła przewlekłej boreliozie.

Ale o tym będzie innym razem, bo mnie już te kleszcze zmęczyły.

Wieszczę kleszcze

Żeby wieszczyć atak kleszczy nie trzeba być Pytią i wdychać dymu z palonych liści wawrzynu szlachetnego.

Przy okazji wychwalania leczniczych właściwości liści laurowych pisałam o tym patencie na wizje (tutaj).

I tak wiadomo, że kleszcze będą utrudniać nam wakacyjne spacery po parkach, lasach i łąkach.

Piszę tego posta z Mazur. Tu jest jak na wojnie. Kleszcze czyhają na mnie na każdym kroku.

Ale przecież nie będę ciągle siedzieć w domu tylko dlatego, że zagraża mi taki mały drań,  a wychodząc  nie będę się ubierać w kombinezon ochronny.

Jak tu chodzić w upalne lato w spodniach z długimi nogawkami, koszuli z długim rękawem zapiętej pod szyję i w kaloszach?

I tak, jak wykazuje moje doświadczenie, kleszcz może nas dopaść zawsze.

Ja sprowadziłam kiedyś jednego w swoje progi  na studziennej pompie przywiezionej na zimę  z mazurskiej działki. Ugryzł  męża, który siedział tego dnia cały dzień w domu i ani przez chwilę nie pomyślał o kleszczach.

Więc jak się przed kleszczami bronić?

Po pierwsze, na spacery do lasu, parku czy na łąkę trzeba zakładać jasne ubrania. Wtedy kleszcze lepiej widać. Po drugie, po powrocie z wycieczki należy wytrzepać ubranie i wyprać je. Po trzecie, a właściwie powinno być po pierwsze, bo to  jest najważniejsze, odstraszyć je tak skutecznie, by trzymały się od nas z daleka.

Świetnie nadają się do tego olejki eteryczne. Kleszcze najbardziej nie lubią olejku piołunowego, wrotyczowego, żywotnikowego, miętowego, eukaliptusowego, tatarakowego , herbacianego, kubebowego, patchulowego, goździkowego i olejku z trawy cytrynowej.

Nie lubią też wąchać naftaliny, kamfory, nafty i kwasu octowego.

Nafta w połączeniu z olejkiem miętowym i kamforą w ogóle ubija kleszcze.

Odstrasza je również octan etylu, który znajdziemy w zmywaczu do paznokci. Bezacetonowy zmywacz może być zatem z powodzeniem składnikiem naszej broni przeciw kleszczom.

Kleszcze nienawidzą też salicylanu metylu. Ten z kolei występuje w kwiatach i kłączach wiązówki błotnej, która właśnie kwitnie.

Można więc zrobić sobie samemu odstraszacz kleszczy i stosować go na ubranie. Ja stosuję takie mieszanki również na skórę, ale trzeba uważać, bo można być uczulonym. Zawsze lepiej najpierw sprawdzić działanie mieszaniny smarując się za uchem.

Najprostszą do zrobienia i wypróbowaną przez mnie miksturą odstraszającą kleszcze  jest olej z pestek winogron wymieszany z kilkoma kroplami któregoś z podanych wyżej olejków. Smaruję nim dookoła nadgarstki, zgięcia łokci, pod kolanami i na szyi,  a także wkoło kostek.

Jeśli często chodzimy do lasu, na łąki i w zarośla warto zrobić sobie bardziej zaawansowany fito-repelent według przepisu doktora Henryka Różańskiego.

  • 5ml olejku eterycznego anyżowego
  • 5ml olejku eterycznego eukaliptusowego
  • 10ml olejku eterycznego lemongrasowego (tarwa cytrynowa)
  • 10ml olejku eterycznego cytronella
  • 10ml salicylanu metylu lub olejku eterycznego golteriowego
  • 10ml octanu etylu
  • nafta 850ml
  • 100ml nalewki bursztynowej na etanolu powyżej 70% .

Jeśli  nie mamy co najmniej rocznej nalewki bursztynowej, można zrobić ją szybko zagotowując dwukrotnie 100ml spirytusu i 30g drobnych bursztynów na kuchence elektrycznej (nie gazowej!!) robiąc to dla bezpieczeństwa na wolnym powietrzu. Ja właśnie tak zrobię, bo bursztyn przywiozłam znad Bałtyku dopiero teraz.

Trzeba pamiętać, że nafta szkodzi kotom. Robiąc preparat dla nich trzeba naftę pominąć. 

Do odstraszania kleszczy trzeba stosować porządne olejki eteryczne. Muszą to być 100% olejki eteryczne, a nie jakieś rozcieńczane fałszywki.

Porządny, uczciwie destylowany olejek eteryczny, musi sporo kosztować.

Na przykład melisa (w zależności od miejsca uprawy, słońca i innych jeszcze czynników) może zawierać 0,02% olejku.

Co oznacza, że z TONY liści takiej melisy możemy uzyskać tylko 200g olejku.

I co tu się dziwić cenie?

Olejki miewają różne ceny właśnie z powodu różnej wydajności surowca. Ale te prawdziwe tak czy siak nigdy nie są tanie.

Niestety środki odstraszające kleszcze z olejkami eterycznymi mają dość krótkie działanie. Trzeba spryskiwać się nimi i smarować często podczas spaceru (przynajmniej co pół godziny).

Kto chce pobawić się w małego chemika może zrobić sobie PMD, naturalną substancję o nienaturalnej nazwie p-mentano-3,8-diol.

Aby otrzymać PMD z olejku eterycznego eukaliptusa cytrynowego należy ogrzewać w 50 stopniach Celsjusza przez 15 godzin mieszaninę  z 3,7g tego olejku z dodatkiem 5,25g 7-procentowego roztworu kwasu cytrynowego mieszając 450 obrotów na minutę. Szczegóły można znaleźć tu:

Drapeau, Jeremy, et al. „Green synthesis of para-Menthane-3, 8-diol from Eucalyptus citriodora: Application for repellent products.” Comptes Rendus Chimie 14.7-8 (2011): 629-635.

20% roztwór PMD działa przez kilka godzin. Gdy go stosujemy, stajemy się dla kleszczy niewidoczni. PMD blokuje ich receptory i nie mogą nas wykryć. Trzeba tylko pamiętać, żeby w użytej mieszaninie mieć też składniki odstraszające. Kiedy przypadkiem kleszcz dostanie się jednak na skórę, to one muszą być drugą linią obrony i go odpędzić.

Jak pokazuje przykład mojego męża, zawsze i wszędzie, pomimo ostrożności, można paść ofiarą kleszcza przywiezionego na przykład przez własną żonę samochodem z Mazur.

I co wtedy?

O tym będzie w następnym wpisie.